Adventures of Rad Gravity

Brian Fargo to jedna z najbarwniejszych postaci światowego gamedevu. Może nie tak kontrowersyjna jak choćby Hideo Kojima, ale bardzo zaangażowana w tworzenie gier, na różnych szczeblach – jako pisarz, producent, a także reżyser. Wśród wielu tytułów, przy których maczał palce, warto wspomnieć o Adventures of Rad Gravity, wydanej w wersji PAL w 1991 roku platformówce na NES-a. Choć nie jest to gra z najwyższej półki pod względem samego gameplayu, na pewno wyróżnia się ciekawymi rozwiązaniami, a także specyficzną grafiką.

O co w ogóle chodzi? Nasz tytułowy bohater, Rad Gravity, ma za zadanie pokonać obcych. Standardowa fabuła gier, których akcja rozgrywa się w dość odległej przyszłości. Jego antagonistą jest niejaki Agathos, zły komputer, który odpowiada za ukrycie Compuminds. Trudno to przetłumaczyć dosłownie, niemniej są to czujące istoty powstałe w wyniku twórczej aktywności ludzkiej. W każdym razie, nasz Rad ma za zadanie odnaleźć je i zadać kres działalności Agathosa (bez spoilerów powiem tylko, że zakończenie może być zaskakujące). W tym celu przemierza planety jakiegoś neo układu słonecznego i na każdej z nich musi odnaleźć porwane Compumindsy, a także rozstrzygnąć kilka lokalnych problemów, jak choćby odnalezienie urządzenia do zmiany grawitacji, czy pomoc w zagonieniu krowy. W tym wszystkim pomaga Radowi ekwipunek, który zbiera. Pozwala on na zmianę broni z klasycznego starwarsowego miecza świetlnego na pistolet lub bomby, uzyskanie zbroi, do zdobycia są również dodatkowe punkty życia. Oprócz elementów typowo platformowych w grze znajdują się także etapy logiczne. Aby otworzyć przejście w jednym miejscu, nasz bohater musi zrzucić na nie klucz, znajdujący się gdzieś indziej, więc wymaga to główkowania i zakłada minimum umiejętności logistycznych.

Kilka słów należy się grafice. Rad jest świetnie animowany, zarówno w sekwencjach związanych z rozgrywką, jak i w czasie wyboru levelu. Jako postać jest nieproporcjonalny, jednak zabieg ów wydaje się celowy i wyłącznie dodaje mu uroku. Wnętrze statku pana Gravity przedstawia się bardzo ciekawie, znajduje się w nim wiele szczegółów, które wzmacniają poczucie immersji. Czar pryska, kiedy wybiera się poszczególne plansze. Każdy przeciwnik po pokonaniu najczęściej rozpada się na cztery kawałki. Nie ważne, czy jest to robot, czy jakiś bliżej niezidentyfikowany stwór. Levele różnią się od siebie, ale zostały stworzone bez polotu, graficy poszli na łatwiznę i wiele etapów zbudowanych jest z kwadratowych brył – taka słabsza wersja Super Mario Bros. Dodatkowo, nie wszędzie wiadomo, które miejsca są tak naprawdę dostępne dla gracza. Czasem skacze się na coś, co wygląda jak klocek, a mimo to Rad spada, innym razem wybiera się miejsce wyglądające na element tła, a nasz bohater się na nim utrzymuje. Kolejna sprawa to noszenie rzeczy. Oprócz ekwipunku zdobywamy także przedmioty konieczne do wykonania poszczególnych questów. I tak Rad, który zdobył maszynę do zmiany grawitacji niesie ją na głowie… Podobnie dzieje się, kiedy ma za zadanie przedostać się w inne miejsce, które musi otworzyć czymś w rodzaju klucza. Ów przedmiot niesie na głowie, a kiedy zbliża się do miejsca otwarcia, skacze i tym samym przedmiot pojawia się w miejscu docelowym.

W samej rozgrywce jest sporo chaosu. Niby dowiadujemy się, jakie zadania na nas czekają na każdej z planet, jednak miejsc do ogarnięcia jest sporo. Adventures of Rad Gravity nie jest platformówką, w której przemy w prawo i pokonujemy przeszkody. Sporo tutaj szukania, czasem też kombinowania. Zdecydowanie ma to swoje zalety, jednak niektóre miejsca są tak podobne, że nietrudno się zgubić. Czasem przemierzając kolejne etapy gracz zastanawia się, czy był już w tym miejscu, czy jednak jeszcze nie.

Muzyka zdecydowanie na minus. Gra jest dość długa, a w jej czasie stale przygrywa jeden motyw. Melodyjka kojarzy się z grą raczej mało poważną, jak choćby Mappy, co nie dodaje estymy tytułowi. Same dźwięki, które pojawiają się w czasie eksploracji poszczególnych planet również nie robią wrażenia. Odgłosy strzałów są nieszczególnie ciekawe, chyba tylko rzucanie bomb oddaje rzeczywisty, na możliwości NES-a oczywiście, dźwięk. Na szczęście w grze występują passwordy, więc można sobie zrobić przerwę na jakiś czas, by nie musieć tego słuchać – ewentualnie grać bez dźwięku, ale to z reguły bardziej niekomfortowe.

Adventures of Rad Gravity nie jest grą wybitną, ale prezentuje kilka ciekawych rozwiązań i z pewnością nie jest tytułem, który można skończyć w ciągu godziny. Bohater wzbudza sympatię i zdecydowanie wraz z rozwojem fabuły ma się ochotę mu pomóc. Jednakże, towarzyszy temu irytująca na dłuższą metę melodyjka, a także pewna niekonsekwencja w poznawaniu nowych lokacji. Mimo to warto spróbować, bo choć traktuje o kosmosie, nie jest to standardowa gra, kojarząca się z ową konwencją. Co ważne, nie jest to tytuł, w którym można zakochać się od pierwszego wejrzenia. To raczej produkcja wymagająca sporych pokładów czasu i zaangażowania.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz