Airwolf

Wiele gier powstało na licencji kinowych hitów, dlatego kojarzą je fani niemal z całego świata. Kody kulturowe zawarte w różnorakich przygodach super bohaterów (Batman, Captain America) czy postaci z kreskówek (Flintstones, The Simpsons) bez problemu odczytywane są również w Polsce. Jednakże, na rynku pojawiały się także tytuły oparte na filmach i serialach, które nie były aż tak kultowe i dobrze znane mieszkańcom kraju znad Wisły, a przynajmniej zostały nieco zapomniane kilka lat od ich premiery. Przykładem może być choćby wydana przez Acclaim na NES-a w 1989 roku strzelanka Airwolf.

Serial o tytułowym helikopterze należał do gatunku akcji. Ta koncentrowała się wokół jego pilota, Stringfellowa Hanke’a, który pragnie odnaleźć swojego zaginionego brata. W tym celu zostaje wplątany w dość sporą polityczną intrygę, co z kolei prowadzi do częstego narażania życia przez głównego bohatera. W grze, która pojawiła się na kilku platformach, przyjdzie nam wcielić się w rolę pilota i siąść za sterami Airwolfa.

Od samego początku nie ma czasu na zastanawianie się, gdyż po wbiciu na pokład mamy za zadanie zestrzelenie wrogich obiektów latających. Pomocny wówczas jest celownik, początkowo nieco trudno się nim steruje, z czasem można zdobyć wprawę. U dołu ekranu na specjalnym interfejsie znajduje się mapka. Zaznaczone są na niej wrogie oddziały, ludzie, których mamy uratować, a także pojemniki z paliwem. Przed misjami dowódca robi nam odprawę, omawia cele naszego lotnika, zaś po wykonaniu zadania pojawia się kartka, gdzie zostają posumowane nasze osiągnięcia.

Niestety, mimo dość długiej rozgrywki, gra nie dostarcza nam zbyt wiele różnorodności. Ot, kolejna mapka, atakujące nas samoloty i ludzie do uratowania. Właśnie w czasie, kiedy zbliżamy się do więźnia, zmienia się nasz standardowy ekran, będący po prawdzie FPS-em. Wówczas obserwujemy lądujący śmigłowiec oraz uratowaną przez nas osobę, która chyba tak źle wcale nie miała, gdyż porusza się dosyć wolno w kierunku swego wybawcy. Po zgarnięciu zakładnika lecimy dalej, strzelamy do samolotów, otrzymujemy statystyki misji. Z czasem mamy więcej osób do uratowania i więcej obiektów do ustrzelenia.

Grafika w czasie walki z samolotami/śmigłowcami woła o pomstę do nieba. Owszem, twórcy próbowali wykrzesać coś z atakujących nas maszyn, ale jednokolorowe tło lub składające się z dwóch części, jakby oddzielonych linijką? Wygląda to strasznie. Wspomniani więźniowie także nie przekonują, nie tylko przez ich żółwie tempo. Na plus na pewno można zaliczyć odprawy oraz mapę, która ukazuje się przed rozpoczęciem misji, absolutnie nie tę z interfejsu. Dźwięk to słabizna, elementy muzyczne w zdawkowych ilościach, zaś nasza amunicja wydaje odgłos jakiegoś kosmicznego lasera. Nie współgra to ze sobą za bardzo.

Airwolf nie jest produkcją, która zadowoli fanów serialu. Początkowo jest mocno toporna, nie zachwyca również pod względem audiowizualnym. Dodać należy także, że rozgrywce towarzyszy nieodparte uczucie wtórności. Warto w tym miejscu podkreślić, że na Famicoma wyszła produkcja o tym samym tytule, wydana przez Kyugo Boueki rok przed adaptacją Acclaim i zasługuje ona na większą rekomendację. Omawiany tytuł tylko dla fanatyków.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz