Artelius

Ponad 700 tytułów zostało dedykowanych na konsolę NES. Należy pamiętać, że to amerykańska nazwa znanego już wcześniej w Kraju Kwitnącej Wiśni Famicoma. Właśnie tam powstała większość z nich, na potrzeby europejskie i amerykańskie zaledwie przeportowana lub przerobiona i ocenzurowana. Istnieje jednak nadal sporo gier, które polscy gracze mogą znać choćby z podróbek Pegasusa, zaś oficjalnie nie ukazały się na platformie nigdy i często tłumaczyli je dopiero fani konkretnych tytułów. Przykładem na to jest osadzony w kosmicznych realiach, zawierający sporo elementów RPG, Artelius.

Omawiana produkcja zaczyna z grubej rury. Fabuła zostaje nam przedstawiona w stylu Gwiezdnych Wojen – na tle rozgwieżdżonego nieba ukazuje się opadający napis, według którego czarna dziura wchłonęła wszechświat, zaś całą ludzkość cudownie przetransportowała do równoległego świata, rządzonego przez złego i podłego króla Sarbelora. To właśnie ów świat nosi miano Artelius. Naszym zadaniem jest wzięcie we władanie robota, który wyrusza tam, aby skrócić rządy czarnego charakteru.

Na początek czeka nas coś w rodzaju bazy wypadowej. Tam mamy za zadanie pogadać z czym się da, aby dowiedzieć się więcej o naszej misji, ale też rozdysponować punkty statystyk dla naszego bohatera. Na start otrzymujemy 15 jednostek, które możemy dowolnie przeznaczyć na siłę, maksymalną liczbę HP, ochronę, maksymalny poziom strzelania oraz zwinność. Dodatkowe punkty będziemy otrzymywać wraz z późniejszymi pojedynkami, jednak warto porządnie zastanowić się nad pierwotnym przydziałem, ponieważ mocno wpływa na nasze kolejne działania i poziom starć.

Po krótkiej odprawie zostajemy przeniesieni już w kosmos. Tam mamy przed sobą planszę, blokowaną kamieniami. Oprócz nas i skał znajdują się także niewielkie kółka. Kolizja z nimi (czasem da się je ominąć, często nie), przenosi nas na nowy ekran, gdzie mamy do czynienia wręcz z FPS-em. Naprzeciwko nas pojawia się kosmita w statku lub inny dziwny stwór bez maszyny. Naszym zadaniem jest nakierowanie celownika na niego i ustrzelenie go. Oczywiście nie jest to banalne zadanie, ponieważ stale nam ucieka i również wyprowadza ataki. Interfejs wskazuje nam, ile punktów życia pozostało. Po wygraniu starcia podwyższają nam się statystyki, i tak w koło Macieju. Oprócz bezkresnej przestrzeni i ciał niebieskich, raz na jakiś czas trafiamy na miniaturki domków. Wlatując w nie spotykamy sklepikarzy (wszędzie zwęszą zarobek), gdzie możemy się trochę obkupić.

Trudno zachwycić się niewielkim robotem latającym po otwartej przestrzeni. Grafika prezentuje się dobrze dopiero wtedy, gdy dochodzi do zbliżenia, czy to na sklepikarza, czy na ufoka, z którym walczymy. Cała reszta kojarzy się niestety zaledwie z grami składankowymi. Muzyki za wiele się tam nie uświadczy, a już na pewno nie takiej, którą by się później wrzucało do wyszukiwania na YouTubie. W walce udźwiękowienie też nie zachwyca, ale przynajmniej nie ma tam irytujących infantylnych melodyjek, znanych z wielu pierdółkowatych gier.

Artelius nie zapewnia może rozrywki na wiele godzin, ale to gra, której warto dać szansę. Choć fabuła nie jest szczególnie istotna dla rozgrywki, a najważniejsze statystyki podane są w języku angielskim, faktycznie lepiej zdobyć kopię w takiej wersji, by coś czaić. Po pewnym czasie może stać się monotonna, ale trzeba przyznać, że jak na tytuł wydany w 1987 r., ma naprawdę sporo ciekawych mechanik. No i dochodzi jeszcze walka z ufokami w przyjemnej scenerii, a takie akcje zawsze są na plus.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz