5 sierpnia 2021

Baseball Simulator 1000

Przy okazji jednej z recenzji padło, że baseball jest dość popularnym sportem w Kraju Kwitnącej Wiśni. Stąd też całkiem sporo tytułów, które się tam przyjęły równie dobrze, jak później na rynku amerykańskim. Zawsze wydawało mi się, że w sportowych grach na NES-a niewiele się da wymyślić ze względu na ograniczenia sprzętowe, dlatego chwała tym twórcom, którzy próbowali nieco urozmaicić zwykłe, tendencyjne rozgrywki. Jednymi z nich są panowie z Culture Brain, którzy w 1990 roku wydali Baseball Simulator 1000.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to „normalny” bejsbol. Zasady są takie same jak w klasycznej grze i rzeczywiście tak wygląda rozgrywka, jeżeli skorzystamy z którejś z dostępnych nam zwykłych lig. A zatem, uderzamy piłkę jak najdalej, równocześnie biegnąc do baz, a w odwrotnej sytuacji staramy się tak rzucić piłką, by pałkarz drużyny przeciwnej w nią nie trafił. Po uderzeniu w publiczność czeka nas bonus w postaci home runu

Prawdziwa zabawa zaczyna się wówczas, gdy sięgniemy po drużyny z ultra ligi. Nie jest to może szaleństwo znane nam z produkcji Technos ze słynnym Kunio na czele, jednak też pojawia się sporo fajnych opcji. Zawodnicy posiadają coś w rodzaju paska siły i kiedy ów jest w pełni, mogą korzystać ze specjalnych odbić oraz szczególnych rzutów piłką. To mocno urozmaica rozgrywkę, tym bardziej, że punktami należy mądrze zarządzać, gdyż jeśli je stracimy, nie sposób będzie korzystać ze wspomnianych udogodnień.

Ogromną zaletą jest jasne i intuicyjne sterowanie. Opcji, szczególnie w ultra lidze, jest dzięki temu więcej, a niewiele kwestii zniechęca równie mocno, co właśnie niedopracowany dobór przycisków. Jedyny problem z tą symulacją bejsbola polega na tym, że piłka dość dziwnie leci. Sama po kilku uderzeniach obawiałam się, że trafię poza boisko, a często wychodził z tego kąśliwy „strzał”, z którym przeciwnicy nie mogli sobie poradzić. Rzecz jasna, odwrotne sytuacje również miały miejsce. No i home runy, esencja tego sportu, nie zostały zrealizowane tak efektownie, jak można by się tego spodziewać.

Pod względem graficznym całość prezentuje się w porządku, jednak – chyba przez wzgląd na ograniczenia maszynki – pojawia się ten sam problem, co przy wielu innych tytułach traktujących o tym sporcie. Otóż zbliżenia, kiedy rzucamy lub odbijamy piłkę, animowane są dokładnie, z dużą pieczołowitością, ale już oddalenie, gdy piłka leci wzdłuż boiska, niekoniecznie. Znów mamy małe pikselki z oczami oraz nienaturalne dreptanie w miejscu. Muzyka nie do oceny, gdyż nie ona stanowi o kwintesencji gry, dźwięki jako takie zostały dobrze oddane.

Baseball nigdy nie był sportem, któremu bym kibicowała, jednak trochę na poczciwym Pegasusie pograłam. Uważam zatem, że Baseball Simulator 1000 jest całkiem fajną opcją. Wprowadzenie ultra ligi bardzo dynamizuje całość, jednak gra się na tyle płynnie i przyjemnie, że korzystanie ze zwykłych drużyn również przyniosłoby sporo przyjemności. Często uciekałam się już do tego stwierdzenia, jednak muszę je znów powtórzyć – jeżeli nie interesuje Was ten sport, tytuł od Culture Brain Was nie przekona, ale dla sympatyków gier sportowych produkcja jak znalazł.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *