Breath of Fire II

Aż wstyd się przyznać, ale, choć uważam siebie za radykalnego miłośnika jRPG-ów, wciąż są legendarne tytuły, którym nie poświęciłem należytej uwagi. Do tego grona zalicza się cała seria Breath of Fire Capcomu. Choć podchodziłem do pierwszych trzech części kilkukrotnie na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, nigdy nie udało mi się zostać przy którejś z nich na dłużej – aż do teraz. Mając trochę więcej czasu odpaliłem BoF II na GBA i trudno mi było z nią skończyć, tak dobry jest to produkt.

Gra jest bezpośrednim, choć mocno oddalonym w czasie sequelem pierwszej odsłony serii. Wcielamy się w postać Ryu – tajemniczego chłopaka przemierzającego świat kilkaset lat po wydarzeniach oryginału. Wypełniając najróżniejsze maści zadania nie tylko będziemy musieli uratować świat (czy ktoś spodziewał się czegoś innego?), ale odkryjemy także sekrety nowej, bluźnierczej religii, zbierzemy grupę podobnych nam wykolejeńców (w naszej drużynie znajdują się wyłącznie humanoidalne mieszanki z innymi rasami – kotami, żabami, a nawet drzewami!) i spróbujemy rozszyfrować dziwne wydarzenia z naszej przeszłości.

Zgadzam się z wieloma krytykami, że mocą BoF II jest właśnie fabuła. Nie sam główny wątek, oklepany ponad granice naszej wytrzymałości, ale towarzyszące mu zadania, podróże po obszernym świecie i odkrywanie drobnych sekretów, które napełniają otaczającą nas rzeczywistość smaczkami pozwalającymi wczuć się w to, co się z nią dzieje. Jedyny poważniejszy zarzut mam w zasadzie tylko do tego, że questy poboczne często tak mnie absorbowały w trakcie rozgrywki, że zapominałem o głównym scenariuszu.

Twórcy zaimplementowali w swoim projekcie masę niekoniecznie kluczowych mechanik, które jednak wyjątkowo skutecznie umilają godziny spędzone w grze. Podczas standardowych dla gatunku turowych zmagań z potworami możemy wykorzystywać szeroką gamę umiejętności, w tym specjalnych zdolności przypisanych wyłącznie jednej postaci. Nasi bohaterowie (poza dwoma wyjątkami) mogą „ewoluować” w swoje wyższe formy, gdy odnajdziemy szamanów władających odpowiednimi mocami. Żeby tego było mało, każda z postaci ma także jakąś zdolność przydatną w trakcie podróży po świecie. Są to chociażby możliwość łowienia ryb, polowania, wchodzenia w niedostępne dotąd lasy czy pływania w rozsianych po świecie rzekach. Breath of Fire II umożliwia także rozwój własnego miasteczka, gdzie osiedlać się mogą wybrane przez nas postacie drugoplanowe (liczba domów, w przeciwieństwie np. do Suikodena, jest jednak mocno ograniczona).

Wersja wydana na GBA jest portem gry o tym samym tytule, która ukazała się siedem lat wcześniej na SNES-a. Poprawiono nie tylko i tak bardzo ładną szatę graficzną (w tym nieco sztywny interfejs), ale zmodyfikowano również kilka innych elementów – dodano możliwość biegania, cutscenki i system wymiany przedmiotami z innym graczem przez kabel, a także zwiększono liczbę zdobywanych punktów doświadczenia i złota z potworów, co znacznie ułatwia levelowanie postaci zabieranych w konkretny etap podróży.

Nie bez przyczyny seria Breath of Fire uważana jest za jeden z filarów gatunku jRPG. Jej druga odsłona zawiera wszystko to, czego powinniśmy oczekiwać od takiej produkcji – wciągającą historię, angażujące gracza walki, masę pierwszo- i drugoplanowych bohaterów, możliwość niemal swobodnego tworzenia drużyny oraz, na pewnym etapie, przemierzania świata. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla osób, którym po nocach śnią się kolejne odsłony Final Fantasy!

Michał „Michu” Wysocki

Dodaj komentarz