Bubble Bobble Part 2

Jak powszechnie wiadomo, Nintendo wkraczając na rynek, szczególnie amerykański, pragnęło uchodzić za firmę mocno prorodzinną, aby poprzez analogię „przez żołądek do serca” zadziałać w myśl „przez zachciankę dziecka do portfela rodzica”. Stąd też wielu bohaterów gier ukazujących się na sprzętach Japończyków to słodkie, kolorowe postaci, które będą się ciepło kojarzyć i nie przywodzą na myśl zła i przemocy. W ten nurt jak najbardziej wpisują się przeurocze smoczki z Bubble Bobble Part 2.

Oprócz gier sportowych i arcade`owych, fabuły gier na NES-a można pogrupować na dwie zasadnicze części: ratowanie świata (z naciskiem na wyzwalanie go z rąk obcych) oraz ratowanie ukochanej, przy czym obie te kwestie często się zazębiają. W przypadku gry Taito wydanej w 1993 roku stykamy się z drugą grupą. Otóż nasz smok słodziak pierwotnie był zwykłym człowiekiem, zaś na skutek złego czaru zamieniono go w legendarnego gada. Całą tę historię przedstawia nam w sposób uproszczony krótkie intro. Zadaniem Buba (naszej grywalnej postaci) jest zdobycie ludzkiej postaci oraz uratowanie ukochanej – nieco podobny mechanizm obserwujemy choćby w Tokim.

Gra jest typową platformówką. W zamkniętej scenerii znajduje się nasz bohater zamieniony w smoczka oraz bliżej niezidentyfikowani przeciwnicy. Główną mocą protagonisty jest z pozoru mało męskie puszczanie bąbelków z ust. Jednakże, jest to wystarczający oręż na krążące po planszy stworzonka. Po zamknięciu ich w bańce mamy za zadanie uderzyć w nie naszym ciałem. Wówczas zamiast trupa otrzymujemy jakąś znajdźkę do zgarnięcia i bierzemy się za kolejnego. Celem jest wyzerowanie planszy. Jeśli jednak za długo użeramy się z rywalami, do akcji wkraczają szybkie duszki, które będą robić wszystko, by nas wyeliminować.

Jak nietrudno się domyślić, wraz z postępami gra staje się trudniejsza. Przeciwnicy są szybsi, inaczej się poruszają, sami także atakują. Niektórzy z nich przypominają nawet bossów, ponieważ ubicie ich zajmuje wiele czasu. Trudno te stworzonka przypisać do jakiegoś określonego uniwersum. Ot, raczej sympatyczne, ale dziwne twory, płomyczek wypuszczający małe ogniki, robocik, którego załatwimy tylko wówczas, gdy zaatakujemy nakręcającą go spiralkę, inne stwory, co do których trudno mi nawet znaleźć odniesienie. Z racji tego, że rywale stają się silniejsi, my także dostajemy pewne wspomagacze. Na planszy są nie tylko bąble, które wypuszczamy, ale docierają też inne, które np. pomagają nam szybciej się poruszać lub atakują prądem wszystko, co wejdzie z nimi w kolizję. Same plansze również ewoluują, dochodzi wiele utrudnień, z przepaściami i ruchomymi platformami na czele.

Grafika wygląda świetnie. Co dziesięć leveli zmienia się sceneria, natomiast pomysłowość designerów przejawia się w każdej planszy. Pojawiają się nowe postaci i coraz bardziej rozwinięte elementy plansz, wszystko wygląda bardzo cukierkowo i choć takiego stylu można nie lubić, w tym przypadku sprawdza się bardzo dobrze. Panowie z Taito zadbali również o dźwięk. Co prawda nie są to hity z NES-a wielu innych twórców, ale da się ich słuchać a nawet znaleźć swoje ulubione kawałki.

Niewątpliwie niewiele jest gier platformowych na NES-a, w których można czuć się dobrze, równocześnie ostro główkując i obmyślając jak najdogodniejszą taktykę (w pierwszej myśli przychodzi mi jeszcze do głowy seria Adventures of Lolo). Zdecydowanie Bubble Bobble Part 2 stało się już klasykiem na konsolę Nintendo i zdecydowanie warto po niego sięgnąć. Tym bardziej, że w przypadku problemów można zaprosić znajomych i spróbować sił w wersji multiplayer.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz