Duck Hunt

W dzisiejszych czasach, przy wzroście świadomości społecznej w zakresie traktowania innych istot żywych oraz przy ogromnym podkreślaniu troski o przyrodę, polowania dla przyjemności spotykają się ze sporym ostracyzmem. Na szczęście zapędy łowcze można sobie skompensować sięgając po elektroniczną rozrywkę. Szczególnie, gdy przynosi mnóstwo frajdy i humoru, jak choćby w Duck Hunt. Tytuł legenda na NES-a, jedna z gier, która trafiła do największej ilości użytkowników – przede wszystkim dzięki temu, że wraz z pistoletem (oficjalnie zwanym zapperem) sprzedawana była w zestawie z konsolą. Innowacją było również to, że za kontroler nie służył pad, ale właśnie konkretna broń.

Sama rozgrywka jest prosta i sympatyczna. Mamy przed sobą trzy tryby gry – dwa dotyczą kaczek, zaś ostatni odpowiada na potrzeby obrońców zwierząt, gdyż obiektem strzałów stają się okrągłe rzutki. Zachowując kolejność, zacznijmy od „wersji A”. Nasz wierny pies zmyka za krzaki, zaś my strzelamy do jednej latającej po ekranie kaczki. Mamy trzy naboje, aby ją ustrzelić. Jeśli nam się uda, czworonóg z radością pokazuje zdobycz. W przeciwnym razie również wystaje zza krzaków, ale tylko po to, by wyśmiać gracza. Aby przejść do kolejnego levelu należy ustrzelić określoną liczbę ptaków. „Wersja B” dodaje jedną kaczkę, co powoduje, że zmniejsza się margines błędu. Jeśli chcemy ustrzelić je wszystkie, możemy tylko raz w czasie ich lotu spudłować. Ostatnia wersja w ogóle nie przedstawia zwierząt. Strzelamy do białych obiektów, zaś na koniec rundy otrzymujemy podsumowanie naszych dokonań.

Duck Hunt jest grą szczególną ze względu na ogromną grywalność. Musimy mieć na względzie, że to tytuł wydany w Japonii już w 1984 roku, a mimo to trafił idealnie w gusta fanów. Rozgrywka sprawdzała się świetnie w multiplayerze. Wówczas jednak tylko jeden gracz strzela, za to drugi, mając podłączony pad, steruje kaczkami. Mniej zaradni lub frustrujący się gracze przykładali zapper pod sam ekran, aby mieć 100% pewność trafienia. Nieco mniejszym zainteresowaniem fanów cieszyła się za to opcja z rzutkami. Kto wie, czy gdyby nie zapamiętywalny bohater, jakim bez wątpienia jest nasz pomocny pies, samo strzelanie do kaczek również prędko odeszłoby do lamusa.

Gra wygląda bardzo dobrze pod względem graficznym. Kolory są intensywne, ale nie walą po oczach, a pies i kaczki są porządnie animowane. Graficy roboty mieli niewiele, gdyż tła są niezmienne, a najlepszy przyjaciel człowieka tak naprawdę posiada ledwie trzy animacje (wskok do trawy, pokazanie ustrzelonych kaczek, śmiech z gracza, który pudłuje), jednak udało im się stworzyć niesamowity klimat i ukazać rozgrywkę z zabawny sposób. Zastanawia za to fakt, iż zabite kaczki wyglądają raczej na zirytowane niż martwe. Trudno oceniać, czy zabieg był celowy, czy raczej wynikał z ówczesnych umiejętności twórców. Komizmu pozbawiona jest opcja z rzutkami, jednak nie przeszkadza to w odbiorze dzieła. Trudno oceniać sam dźwięk, ponieważ gra nie posiada klasycznego soundtracku. Najważniejsze wydają się strzały i rzeczywiście zostały wiernie (na możliwości NES-a) oddane.

Niewątpliwie Duck Hunt jest nie tylko flagowym tytułem NES-a, ale także grą, dla której do dziś kupuje się zappery. Posiada ogromne dawki grywalności, mimo wpisanej w swoją strukturę powtarzalności nie nudzi, ale motywuje. Emocje zaczynają się na dalszych levelach, kiedy wzrasta prędkość poruszania się kaczek. Jeśli dodamy do tego opcję multiplayer, zabawa na długi czas gwarantowana.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz