Faria

Dawno, dawno temu, w pewnym królestwie żył sobie król i jego córka, księżniczka. Wiedli całkiem udane i uporządkowane życie do czasu, gdy zły mag porwał niewiastę. Władca rwał włosy z głowy i obiecał cuda na kiju śmiałkowi, który odzyska młodą. Oczywiście, musi to być jedna osoba. Taki człowiek się znajduje i otrzymuje za zadanie zwrócenie księżniczki ojcu, otrzymując w pakiecie ożenek. Brzmi znajomo? Ktoś już przedstawił podobną historię? Niemożliwe! Z takiego założenia wyszli chyba panowie z Hi-Score Media Work, kiedy w 1989 roku wydali w Japonii na Famicoma swoją grę Faria: a World of Mystery and Danger. Jednakże, ta opowieść tylko z pozoru wydaje się sztampowa, zaś tytuł ma naprawdę wiele do zaoferowania.

Twórcy dają nam możliwość jak najbliższego zespolenia się z głównym bohaterem, a raczej bohaterką, ponieważ sami możemy wybrać jej imię. Spotyka ją komedia pomyłek, gdyż przez przypadek zostaje wzięta za wojownika. W latach 80. relacje homoseksualne nie stanowiły przedmiotu tylu debat, stąd i tutaj opcja ślubu po odzyskaniu księżniczki odpada. Zasygnalizuję jednak, że kwestie przypadkowych i intencjonalnych zmian płci także pojawiają się w dalszej części. Zaczynamy w niewielkiej pipidówce, z której dopiero ruszamy na ratunek damie w opresji. Zanim jednak wyjdziemy poza naszą małą ojczyznę, warto pogadać z każdym, kogo spotkamy. Już na tym etapie poznamy bardzo ciekawą rzecz – wspomniana wcześniej banalna fabuła została wprowadzona wyłącznie jako element komiczny, których zresztą w tej grze będzie jeszcze całkiem sporo. Komizm sytuacyjny występujący w różnych miejscach udowadnia, że panowie z Hi-Score umiejętnie bawili się konwencją. Co do reszty historii, nie chcę pisać, by nie szerzyć spoilerów, ale też w jest to tak pogmatwane, że twórcy Mody na sukces mogliby się na Farii wzorować. Powiem tylko, że w tym przypadku odbicie księżniczki to zaledwie początek przygody, a nie finisz, jak zazwyczaj w takich produkcjach bywa.

Na początek warto ruszyć na shopping, gdyż bez tego niechybnie zginiemy. Po włożeniu ekwipunku, a przede wszystkim zaopatrzenia się w broń, wyruszamy do króla po dalsze instrukcje. Na trasie często gęsto pojawiają się losowe walki. Nie są to jednak pojedynki turowe, tak charakterystyczne dla gier RPG, ale starcia na modłę Zeldy, gdzie mieczykiem załatwiamy podążające w naszym kierunku monstra. Walka niemiłosiernie irytuje, kiedy próbujemy orężem poczęstować potworki, ale one tym razem pójdą wolniej i przyatakują nas, gdy już schowamy broń. Serio, ciężko w tej grze zachować dobry timing.

Jak na warunki NES-a, Faria jest grą bardzo rozbudowaną. Dostajemy całkiem spory świat do eksploracji, nie zabraknie w nim dungeonów, gdzie nietrudno się zgubić, do niektórych miejsc dotrzemy łodzią. Może nasi przeciwnicy nie wyglądają zjawiskowo, ale w bestiariuszu znajduje się mnóstwo różnych poczwar, w zasadzie styl walki jest podobny (może prędkość potworów inna), jednak widać, że twórcy nie poszli na łatwiznę. Moi ulubieńcy to chodzące kaktusy oraz słonie z wytrzeszczem. Do tego dochodzą mini bossowie (w tym jeden ciskający w nas nożyczkami!). Ekwipunek nie jest aż tak szalony, jednak zapewni nam odpowiednią ochronę w walce ze złem.

Muszę przyznać, że bardzo podobała mi się grafika w czasie dialogów. Postacie są szczegółowo narysowane, do tego cegiełki, będące tłem, świetnie komponują się kolorystycznie i stylowo z resztą. Wszystko to podkręcają świetne dialog – większość elementów gry zasługuje na uznanie. U lekarki jest nawet w tle plakat z człowiekiem i jakimiś wskazaniami medycznymi, szacun! Co prawda w czasie walki nie mamy jakiegoś mocno rozwiniętego interfejsu, ale i tak wszystko daje radę. Mały minus może za wygląd głównego bohatera, ale to tylko po to, by się czegoś przyczepić, ponieważ jak na czas, kiedy gra powstała oraz poziom jej rozbudowania, nie ma co narzekać.

Nie można mieć wszystkiego, dlatego muzyczka i inne dźwięki to raczej druga liga. Za to te w labiryntach spadają poniżej wszelkiej krytyki. Nie jest to tak wpadające w głowę jak pewna reklama z wiewiórkami oraz motyw przewodni z Hydlide, jednak też radziłabym zarzucić sobie słuchawki z innymi kawałkami na czas grania. Jakiekolwiek uderzenia to takie „puf puf” i tym podobne, więc w sumie też nie ma czego chwalić.

Farii należą się duże brawa za niesztampową fabułę, rozbudowany świat i całkiem przyjemną grafikę. Miejscami jest dość trudno, ale porażki motywują – sam system walki mógłby być jednak nieco lepszy. Postacie się ciekawie zarysowane, nawet jeśli stanowią zaledwie margines historii. Do tego trzeba także dodać, że autorzy Farii odpowiadali także za późniejsze Grandię i Lunar, znane choćby z PSX-a. Nawet słaby dźwięk nie przyćmi całokształtu, dla fanów RPG-ów pozycja absolutnie obowiązkowa do zaliczenia!

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz