Ferrari – Grand Prix Challenge

Wyścigi formuły 1 nie cieszą się szczególną popularnością w kraju nad Wisłą. Pewien progres można było zaobserwować w czasie sukcesów Roberta Kubicy. Stąd też gry traktujące o tej dyscyplinie nie były wśród fanów NES-a, czy też znanego lepiej na podwórku Pegasusa, wymieniane jednym tchem z Micro Machines lub nawet Road Fighter. Tymczasem panowie z System 3 w 1992 r. wypuścili całkiem przyjemne Ferrari – Grand Prix Challenge, znane również pod tytułem F-1 Hero.

Gra zapewnia nam dwa tryby rozgrywki. Jednym z nich jest turniej, ale jeśli nie czujemy się na siłach do stanięcia w szranki z innymi kierowcami, możemy wybrać tor, ilość okrążeń i ćwiczyć na nim do upadłego. Jeśli jednak od razu podejmiemy wyzwanie, na początek wybieramy imię dla naszego kierowcy oraz narodowość. Po każdym wyścigu pojawiać się będzie czołówka „jeźdźców”, a przy dobrych układach będziemy mogli obserwować tam swoje dane. Pozostali uczestnicy mają jakieś randomowe personalia. Po ustaleniu kim i skąd jesteśmy, czeka nas jazda. Najpierw są eliminacje, gdzie jesteśmy sami na trasie. Po objechaniu jej odpowiednią ilość razy, możemy wystartować w zawodach z innymi przeciwnikami. Co ważne, nie zależy im li tylko na zwycięstwie, ale też na maksymalnym uprzykrzeniu życia głównemu bohaterowi(czyli nam). Perfidnie zajeżdżają drogę, czasem coś wypuszczają. Na szczęście z reguły, gdy już dogonimy któregoś z rywali, mamy do przeskoczenia tylko jego. Innymi słowy, ścigamy się w zasadzie pojedynczo. Po prześcignięciu jednego samochodu, dojeżdżamy do kolejnego. W końcu to my jesteśmy pierwsi i pokazujemy innym wyłącznie tył naszego pięknego bolidu.

Właściwie tak prezentuje się cały gameplay. Najpierw jazda solo, potem walka o pozycję. Rzecz jasna plansze różnią się od siebie. Trzeba przyznać, że ma się wrażenie sporej, jak na warunki naszej maszynki, prędkości. Służy temu świetny zabieg graficzny. Samo tło jest nieruchome, jedynie nasze skręty zmieniają ułożenie drzew i budynków, jednak w czasie wyścigu stale mieni się trawa, która rośnie na poboczu. Daje to poczucie ciągłego dynamizmu. Do tego dochodzi świetny nakładkowy interfejs. Znajdujemy na nim zarys mapy oraz ulokowanie przeciwników, lokatę, którą zajmujemy, naszą prędkość, okrążenie, czas, czy choćby informacje z radia, dotyczące tego, co dzieje się na drodze. Trzeba przyznać, że jest tego sporo! Pozwala to w pełni poczuć klimat gry wyścigowej. W czasie jazdy nie zawsze jest czas zerkać na pasek menu, jednak świetnie sprawdzają się oznaczenia na samej trasie. Informacje o skręcie pojawiają się na tyle wcześnie, że gracz zdąży odpowiednio zareagować bez wypadnięcia z trasy.

Grafika wygląda bardzo dobrze. Może miejscami irytować to ewidentnie nieruchome niemal tło, jednak na dłuższą metę jest na czym zawiesić oko. Samochody świetnie się prezentują, tak samo jak podium po każdym wyścigu. Naprawdę kawał dobrej roboty. Trochę ponarzekam w kwestii dźwięku. Melodie są fajne, ale zupełnie nie kojarzą się z wyścigami. Brakuje też porządnego podkładu pod hamowanie czy kolizje. Owszem, jest, ale mało przekonujący. Mamy muzykę w stylu gier od Codemasters, ale czuć jakby pochodziła z platformówki, a nie wyścigów. Co prawda można z niej zrezygnować, ale wówczas wydaje się za cicho. Trudno znaleźć złoty środek.

Ogólnie rzecz biorąc, Ferrari – Grand Prix Challenge jest warte polecenia. Może ciągłe jeżdżenie po torze wydaje się monotonne, ale czy nie o to chodzi w grach o formule 1? Sterowanie jest wygodne, można się odpowiednio wyćwiczyć przed podjęciem większych wyzwań, animacja stoi na wysokim poziomie. Zdecydowanie fani gatunku znajdą tutaj używanie, ale też amatorzy innego typu gier nie zniechęcą się po pierwszej próbie. Nie ma co więcej pisać, nowe tory czekają!

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz