Getsu Fuuma Den

Spora część gier na znanego w naszym kraju Pegasusa była podróbą nie tyle z NES-a, co jego japońskiego odpowiednika, Famicoma. Co za tym idzie, często dawało się w nie całkiem przyjemnie grać, jednak meandry fabuły pozostawały w tyle dla 99% użytkowników (1 procent dla znających język mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni). Na szczęście, dzięki ogromnej pracy pasjonatów, w wiele spośród tych tytułów można zagrać ponownie po angielsku (pamiętam mój szok po odkryciu banału pytań w Banana Prince). Jedną z gier, które na NES-ie nigdy nie zostały wydane w Stanach i Europie jest Getsu Fuuma Den.

Wspomniany tytuł został oryginalnie wydany właśnie na Famicoma w 1987 r. Wyszedł spod ręki wybitnych specjalistów z Konami, co samo w sobie wydaje się tożsame z dobrą jakością. W naszej rozgrywce poruszamy się głównie w dwóch perspektywach. Pierwsza przywodzi na myśl Zeldę i inne jRPG-i, w których mamy widok na bohatera z góry oraz widoczne ścieżki i sklepy/wioski/labirynty z oznaczeniem wyglądającym jak chatka. Droga jest nie do końca liniowa, gdyż czasem mamy do wyboru więcej niż jedną ścieżkę, możemy również wracać do miejsc, w których już byliśmy. Z kolei wchodząc do labiryntu (na dalszych etapach – wchodząc w inną postać) czekają na nas sekwencje przypominające platformówki – idziemy w jedną stronę (nie tylko w prawo, co jest dość charakterystyczne), w zależności od tego, skąd dotarliśmy na miejsce, pokonujemy coraz liczniejszych wrogów i pojawiające się przepaści.

Kilka słów o mechanice padło, ale właściwie jaki jest cel Getsu Fuuma Den? Nasz główny bohater, Fuuma, ma za zadanie uratować świat. Czemu nasz glob znów jest zagrożony? Ponieważ wskrzeszono Ryu Kokki, smoczego mistrza. Wielu śmiałków, w tym rodzeństwo Fuumy próbowało go powstrzymać. W związku z tym nasz protagonista musi pomścić rodzinę, jednak do pojedynku z mistrzem stanie dopiero wówczas, gdy dostanie specjalny miecz, mogący zadać mu ostateczny cios.

Wracając jeszcze do naszych labiryntów. Fuuma może atakować bronią podstawową, ale po zakupach dysponuje również lepszym mieczem lub bronią na odległość – wypuszcza chiński znak w przeciwnika. Wrogów na trasie jest „często-gęsto”, irytuje to zwłaszcza blisko przepaści, ale ma także pewną zaletę. Ubite bestie zostawiają punkty, za które później kupujemy przedmioty oraz punkty życia (nasz bohater ma pasek życia, na szczęście musi doznać sporo obrażeń, by zaliczyć zgon). Jako że bardzo szybko się respawnują, jeśli ktoś ma dużo czasu/samozaparcia, może stać w jednym miejscu i grindować. Szczególnie, że jeśli chcemy, aby nasza broń zadawała więcej obrażeń, musimy jej jak najczęściej używać.

Oprócz walk z randomowymi przeciwnikami, czekają nas także starcia z bossami. W pewnych miejscach otrzymujemy informację w stylu „you shall not pass”, więc aby przejść przez bramy i popchnąć fabułę, musimy się wylegitymować. Odpowiedni paszport otrzymujemy właśnie po ubiciu bossa. Ten zaś posiada swój własny pasek życia i jest dość szczegółowo zanimowany. Przypominam, że gra powstała pod koniec lat 80., a już pojawia się w niej tak dużo różnych rozwiązań, które dopiero z czasem staną się normą. Warto dodać, że w grze funkcjonują passwordy, które nie tylko uwzględniają miejsce, do którego doszliśmy, ale także umiejętności i ekwipunek, jaki posiada nasz protagonista.

Grafika jest może mało szczegółowa, ale różnorodna. Każdy z labiryntów, do którego wchodzimy, ma nieco inne tło. Choć struktura ich przechodzenia jest podobna, nie ma się poczucia wtórności, o które na dłuższą metę jednak nie trudno, gdyż podróżować będziemy sporo. Menu naszej postaci jest czytelne, zaś największe wrażenie robią sceny zakupów, czy rozmowy z wiedźmą, która daje dobre rady naszemu Fuumie. Tutaj rzeczywiście dokładnie widać wykonanie postaci. Bossowie też dobrze się prezentują, ale już okalająca ich przestrzeń niekoniecznie. Muzyka wypada średnio, jest powtarzalna, choć nie irytuje, nic specjalnie nie zapada w pamięć. Kilka kawałków przypadających na mapę świata, labirynt i zakupy, małe zmiany po przejściu kawałka gry.

Getsu Fuuma Den jest ciekawą grą. Pozwala użytkownikowi na kilka typów rozgrywki – choć z czasem może drażnić wtórność pewnych działań, różnorodność leveli i przeciwników, a także jakość dalszych bossów zdają się to rekompensować. Próg wejścia jest niski, a elementy RPG (grindowanie) mało uciążliwe i proste. O popularności tego tytułu niech świadczy fakt, że w wielu późniejszych grach Fuuma pojawiał się jako postać gościnna.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz