23 czerwca 2021

Ghostbusters

Bardzo często fani gier i konkretnych konsol tworzą rankingi ulubionych tytułów. Czasem dzielą je na gatunki, innym razem przedmiotem formalnym badań okazuje się grafika czy jakiś inny pomniejszy element. Myślałam, że Dragon’s Lair będzie jedyną grą na NES-a, którą tu przedstawię, jaka w moim odczuciu jest tragiczna. Postanowiłam jednak po kilku pochwałach znów przedstawić produkt, który raczej odradzam, czyli wydane przez Activision w 1988 roku Ghostbusters.

Pierwszy raz zetknęłam się z tą grą na Pegasusie, kiedy pojawiła się na jednej ze składanek. Po odpaleniu tytułu pojawiało się sporej wielkości fajnie animowane logo przekreślonego duszka. Niestety dalej było tylko gorzej. Przyznaję, że nie byłam w stanie zrozumieć, o co w tej grze chodzi, jakie są główne założenia i zasady. Pojawia nam się mapka miasta, na niej budynki, między którymi się przemieszczamy. Mimo wielu prób nie udało mi się w żaden sposób pchnąć gry, przez co odłożyłam ją na wieczne nigdy.

Po latach postanowiłam ogarnąć, o co tam mogło chodzić. Otóż, upraszczając, podobnie jak w filmie, mamy zająć się eliminacją duchów z miasta. W tym celu musimy zaopatrzyć się w paliwo i inne akcesoria dla naszego auta, pojechać w nawiedzone miejsce i wyzbyć się niechcianych gości. Akcja wygląda dość komicznie. Nasi dwaj ziomkowie, nawet nie próbujący przypominać kogoś, kogo znamy z ekranu, stoją pod budynkami i puszczają w stronę duchów coś w rodzaju prądów czy innych kul. Te z kolei wciągają białe postaci, zaś po tym, gdy wyzbędziemy się wszystkich ruszamy w kolejne miejsce. Jest jeszcze sekcja jazdy samochodem oraz wspinanie się na szczyt budynku. Wydawać by się mogło, że sporo tu różnorodności, ale to tylko taka podpucha. Tak naprawdę każdy z tych elementów wieje nudą i niedopracowaniem.

Gra zajmuje maksymalnie pół godziny. Jak na tak drętwy tytuł jest to całkiem sporo. Większość rozgrywki jest monotonna, poszczególne jej elementy to jakieś nędzne minigry. Jeżeli coś jest tam fajnego, to ewentualnie te krótkie momenty jazdy samochodem (podane po wyszukaniu czegoś na siłę). Naprawdę, trudno mi zrozumieć Activision, które postanowiło wydać tę grę, chyba w tym przypadku miała zadziałać moc tytułu i licencji, na czym często bazowali twórcy tamtych lat, obecnych zresztą też.

Grafika ładna jest jedynie na ekranie tytułowym, potem widzimy już typową pikselozę znaną ze słabych gier składankowych (podkreślam, chodzi o słabe tytuły, zwykle hackowane przez domorosłych twórców). Muzykę można uznać za atut, ponieważ jest to zaimplementowany do NES-a utwór znany z filmu. Nie nudzi się, gdyż dłuższych posiadówek z grą raczej nie uświadczycie. Jeśli jednak mielibyście spędzić z grą więcej niż kwadrans, będziecie mogli poczuć zmęczenie materiału.

Jak nietrudno się domyślić, nie polecam omawianej pozycji. Wiem jednak, że są gusta i guściki, a więc na pewno istnieją gracze, którzy spędzali miłe chwile przy tej grze. Sama jednak nie należę do jej sympatyków, trudno mi wskazać jakieś wyraźne atuty poza samą muzyką. Jeżeli ktoś ma taką ambicję, by przejść wszystkie produkcje na NES-a, jak pewien youtuber polskiego pochodzenia, nie spędzi z nią zbyt wiele czasu, co też można uznać za zaletę.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *