Godzilla: Monster of Monsters

Tego pana nie trzeba chyba przedstawiać żadnemu szanującemu się sympatykowi kina. Jednakże, tekst kierowany jest przede wszystkim do fanów gier, z naciskiem na wielbicieli pikseli, dlatego kilka słów warto mu poświęcić. Legenda Godzilli narodziła się wraz z jej debiutem w japońskich kinach w 1954 r. w filmie o tym samym tytule. Potwór stylizowany na dinozaura siał zniszczenie wszędzie, gdzie się pojawił. W pierwotnej, wspomnianej wersji, wykorzystywano także elementy religijne, gdyż główny bohater miał być także jednym z bogów, lecz im więcej powstawało różnych wariacji na temat Godzilli, tym bardziej ubożała przedstawiona historia na rzecz efektów specjalnych i sensacyjnych ujęć.

W 1988 r., ponad 30 lat po kinowym debiucie, studio Toho wydało grę na NES-a, w której główną rolę odgrywał wspomniany stwór. Godzilla: Monster of Monsters stawia gracza przed zadaniem uratowania świata, któremu zagraża inwazją z zewnątrz. Ziemię zaatakowali obcy z Planety X, dlatego tytułowy potwór potworów (jakkolwiek by to nie brzmiało) wzywa do pomocy Mothrę (wielką ćmę, która także pojawiała się w filmach o Godzilli) i staje w szranki z plagą nieproszonych gości. Do wyzwolenia jest nie tylko błękitna planeta, ale także pozostałe, wchodzące w skład naszego Układu Słonecznego.

Rozgrywka jest połączeniem strategii i akcji. Najpierw gracz ma przed sobą planszę, na której znajdują się postaci, którymi może kierować, przeciwnicy, a także miejsca, gdzie zarysowany jest wygląd poszczególnych leveli. Kiedy skieruje się jednego z grywalnych potworów na przybysza z Planety X, dochodzi do walki jeden na jeden. Gdy wybierzemy planszę „z levelem”, zadaniem jest standardowe, jak to w grach 2D – parcie w prawo i niszczenie atakujących zewsząd przeciwników, od latających statków, po różne sondy kosmiczne. Zarówno Godzilla jak i Mothra mają dwa ataki. Podstawowy to w pierwszym przypadku uderzenie łapą lub ogonem, zaś specjalny to mocny wystrzał z ust. Mocniejsze ataki zużywają siłę potworów, ale po krótkim czasie jest ona odnawiana.

Głównym zarzutem wobec gry może być powtarzalność. Na każdej z planet czekają na nas podobni przeciwnicy, którzy różnią się głównie kolorami. Także przybysze z obcej planety są wciąż niemal tacy sami, wydłuża się wyłącznie ich pasek życia. Sama walka też jest dość banalna, ponieważ większość bossów, z którymi się mierzymy, można pokonać, atakując na przysłowiowego chama. Najczęściej nie zdążą z kontrą, ewentualnie zadadzą nam mniej obrażeń, a tym samym polegną szybciej niż Mothra lub Godzilla.

Bardzo należy pochwalić grafikę. W tle każdego levelu znajduje się zarys planety, na której obecnie przebywa nasza postać, plansze, przypominające bazy kosmiczne także są dokładnie odwzorowane. Grywalne postacie przedstawiono z dużą pieczołowitością, szczególnie Godzilla ma mnóstwo szczegółów. Twórcy jednak dali ciała w kwestii walk z bossami. Na ekranie widać naszego potwora, przeciwnika, pasek menu z życiem i energią, a oprócz tego czarne tło. Żadnej wymyślnej animacji, backgroundu z levelu. Jedynie walczący i czerń. Zdecydowanie można było jakoś inaczej pomyśleć o tym elemencie. Nawet ostatni z bossów nie doczekał się minimalnie lepszej planszy.

Blado wypada dźwięk. Melodie raczej przypominają te ze starych zegarków, które można kupić przy okazji odpustu, a nie porządny soundtrack. Owszem, gra powstała pod koniec lat 80., ale w podobnym czasie narodził się choćby Megaman, a przecież muzyka jest jednym z najlepszych elementów tej świetnej produkcji. Niektóre dźwięki wydają się wzbudzać grozę, ale ma się wrażenie, że pojawiają się w grze losowo, bez związku z rozgrywką.

Zastanawiający jest nieco motyw strategiczny gry. Skoro na pierwszy rzut oka, będąc na danej planecie, otrzymujemy siatkę, po której stąpają nasze postacie, wydawać by się mogło, że nasze taktyczne decyzje, to, gdzie wyruszymy, ma ogromne znaczenie. Tymczasem tak naprawdę to zaledwie dodatkowy element, gdyż i tak musimy pokonać potwory mieszkające na danym globie, i tak poruszamy się po podobnych do siebie levelach, jedynie mamy ograniczoną ilość pól do przejścia w danej turze

Ogólnie Godzilla: Monster of Monsters jest tytułem godnym uwagi. Owszem, potrzeba sporo samozaparcia, żeby go przejść w całości, gdyż rozgrywka nie jest aż tak bardzo urozmaicona, niemniej jednak dzięki passwordom można wrócić do miejsca, w którym się wcześniej skończyło. Grafika jest bardzo ładna, na mnie ogromne wrażenie zrobił Saturn, który pojawiał się w levelach rozgrywających się na tej planecie. Jeśli ktoś jest fanem pixel artu lub Godzilli (ewentualnie innej postaci z uniwersum), gra jest pozycją obowiązkową, w przeciwnym razie warto przynajmniej dać jej szansę.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz