High Speed

Z czym kojarzyć może się tytuł High Speed? Odczytując go zupełnie literalnie, od razu nasuwa nam się jakiś piękny wóz, który pędzi z prędkością światła, koniecznie czerwony, gdyż według wielu kobiet to synonim szybkości. Po odpaleniu gry o takiej nazwie na NES-ie pierwsze uwagi wydają się słuszne. Tuż po ekranie przedstawiającym twórców widzimy napis u góry ekranu oraz jakąś konkretną brykę. Kiedy już wybierzemy ilość graczy i zacieramy ręce przed ekscytującym wyścigiem, naszym oczom ukazują się… flipery. Taką niespodziankę zafundowali nam panowie z Rare w 1991 r.

Po pierwszym szoku zaczęłam rozgrywkę. Na planszy dużo się dzieje, uważam, że klasyczny, znany ze składanki z Contrą Pinball jest dużo przystępniejszy. Rzecz jasna, nasz automat utrzymany jest już w konwencji tytułu i głównego menu. Widzimy drogę, światła, co jakiś czas możemy zgarnąć power upy adekwatne do świata gry. Szybkość kulki jest raczej stonowana, za to irytują przeszkadzajki występujące w rozgrywce. Jedną z nich jest choćby ognik, który łapie piłeczkę i zrzuca między nasze łapki. Czasem udawało mi się go zniszczyć, ale już nie byłam w stanie uratować piłki. Tak traciłam większość żyć, co niesamowicie mnie wkurzało. Właściwie wciskałam wówczas kilka przycisków jednocześnie i zdarzało się, że stracił piłkę wcześniej. Ważne jest także obserwowanie świateł. Jeżeli nasza kulka „przejdzie” na czerwonym, musi liczyć się z interwencją policji.

Oprócz przeszkód i zwykłego zbijania przedmiotów znajdujących się na trasie naszej kulki, pojawiają się także pewne bonusy. Worki z pieniędzmi, sejfy i inne udogodnienia należy możliwie szybko zdobywać, aby później przynosiły nam odpowiednie profity. Standardowo w grach tego typu nie chodzi o jakąkolwiek, nawet umowną fabułę, ale czerpanie radości z nabijania punktów. Te powiększają właśnie wspomniane worki. Fajnym bajerem jest sprawa z sejfami. Kiedy zbierzemy ich kilka, na środku automatu pojawia się jeden, duży sejf. Kiedy wbijemy doń piłeczkę, czeka nas runda bonusowa. W określonym czasie musimy umieścić małe piłki w niewielkich dziurkach. Kiedy nam się to uda lub nie, wracamy na nasz znany już dobrze automat. Wspomnę o jeszcze jednej ciekawej mini gierce. Gdy uzbieramy trzy helikoptery, pojawia się podobny motyw co z sejfem. Tym razem jednak na środku planszy widnieje wspomniany wehikuł z wysuniętą drabiną. Jeśli trafimy weń piłkę, przenosi nas na niewielki tor. Tam mamy cztery samochody, w tym jeden nasz. Musimy za pomocą łapek uderzać we wrogie pojazdy, aby naszemu udało się wygrać.

Na pewno na uwagę zasługuje grafika. Nasz automat jest szczegółowo animowany, adekwatny do konwencji, w jakiej utrzymana jest gra. Rzeczywiście, kiedy piłeczka porusza się szybciej, można odnieść wrażenie, że znajdujemy się na jakiejś autostradzie. Podobnie bonusy wyglądają ładnie, jednak nie robią tak piorunującego wrażenia. Samo menu główne, na którym widzimy wypasioną brykę daje poczucie fajnego klimatu. Dużo słabiej wypada dźwięk, ale, jak to mówią, nie można mieć wszystkiego.

Choć wyżej cenię Pinball, myślę, że High Speed znajdzie swoich odbiorców. Przede wszystkim plus za to, że wprowadza urozmaicenia w postaci bonusów, zmusza nas do ostrego pilnowania kulki, no i posiada to, co chyba najbardziej kręci osoby sięgające po takie tytuły – listę punktów do zdobycia, by zapisać się w annałach gry. Sprawia sporo frajdy, próg wejścia nie jest wysoki i, jak to wirtualne flipery, można sobie siąść mając wolną chwilę, nie musi się na to poświęcać mnóstwa czasu. Podobno ludzie wydają gruby hajs na prawdziwe automaty z ulubionymi motywami, fani samochodów mogą mieć coś takiego w formie bardziej ekonomicznej.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz