Jackal

Konami mocną marką jest i basta! Wiadomo, wszystko to kwestia gustu, jednak logo japońskiego producenta jest niemal tożsame z foczką jakości wystawianą przez Nintendo. Tym razem kolejny klasyk z NES-a azjatyckiego giganta, w którym wcielimy się co prawda w człowieka, ale poruszać będziemy się wyłącznie samochodem. Coś pomiędzy Commando a Guevarą? Jak najbardziej, choć wydawać się może, że to właśnie Jackal oferuje najwięcej wśród wspomnianych tytułów.

Jackal to kryptonim elitarnej grupy, z którą utożsamiać się będzie gracz. W jej skład wchodzą płk. Decker, por. Bob, sierż. Quint i kpr. Gray. Co prawda nie ma to jakiegoś większego znaczenia dla rozgrywki, a szkoda, bo na wzór przygód Żółwi Ninja moglibyśmy otrzymać zróżnicowane pojazdy, niemniej warto to odnotować, gdyż informacja pojawia się na początku gry. Naszym zadaniem jest uratowanie jeńców wojennych, więc znów pojawia się element atakowania wrogów i unikania strzelania do naszych.

Atakować możemy na kilka sposobów. Przede wszystkim da się przejechać przeciwników, rzucić w nich granatem lub strzelić armatką. Oczywiście, nie sposób ograniczać się do działań rodem z GTA, ponieważ naszymi rywalami nie są wyłącznie piechurzy. Co ważne, z czasem możemy rozwijać naszą broń. Wówczas nie rzucamy już granatami, ale strzelamy z wyrzutni rakiet. Przydaje się ona także w przypadku niszczenia budynków i bram. Warto zwrócić uwagę na samo źródło tuningu naszych giwer. Otóż jak już padło wyżej, musimy odszukać więźniów i ich uratować. Znajdują się w budynkach, które uprzednio musimy zniszczyć. Samych jeńców, którzy stamtąd wyjdą, nie wystarczy zgarnąć do wozu, trzeba też bezpiecznie odeskortować do helikoptera, by nie martwić się o ich byt. Kiedy uda nam się w jednym z domków znaleźć świecącego się więźnia, otrzymujemy właśnie wyrzutnię rakiet, którą także da się delikatnie ulepszyć.

Sama struktura poziomu wygląda następująco. Pokonujemy zwykłych wrogów, ratujemy więźniów, dostarczamy ich do pojazdu i ruszamy na walkę z bossem. Pojawienie się większego przeciwnika poprzedza charakterystyczna melodia. Rzadko jest to jedna wypasiona fura, która ma pasek życia długości ekranu. Częściej walka z bossem składa się z potyczek z mniejszymi czołgami lub wymaga zniszczenia poszczególnych dział w łodzi. To, że cała akcja wygląda inaczej, nie musi oznaczać, że jest przez to łatwiej. Czasem faktycznie ciężko jest uciec spod ostrzału, kiedy jesteśmy atakowani niemal z każdej strony.

Na tle wielu innych gier o podobnej tematyce, grafika Jackala szczególnie się nie wyróżnia, ale mimo to można stwierdzić, że jest ładna. Więcej uwagi warto za to poświęcić udźwiękowieniu. Dobrze sprawdzają się wszelkie odgłosy walki, ale też same melodie, które towarzyszą naszym zmaganiom są bardzo przyjemne dla ucha i fajnie się do nich wraca. Może kawałek z walki z bossem nie jest jakiś wybitny, ale za to czuć dzięki niemu powagę sytuacji.

Z pewnością Jackal znajdzie wielu fanów wśród użytkowników NES-a. Gra jest dynamiczna, ciekawa, daje dużo satysfakcji. Hardkorowi gracze mogą uznać, że bossowie nie są aż takim wyzwaniem, ale to z kolei sprawia, że cała gra trzyma równy poziom. Muzyka świetna, grafika bardzo ładna. Trochę nam czasu zajmie, żeby ją przejść, niemniej nie wpadniemy szybko we frustrację. Nie pozostaje nic innego jak wsiąść do jeepa i ratować więźniów.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz