Jungle Book

Lata 1993-1994 to początek końca poczciwego NES-a. Powstało w tym czasie wiele hitów, jednak czuć było, że producenci przenoszą swoje siły na lepsze maszynki, z naciskiem na dużo mocniejszego SNES-a. Często okazywało się jednak, że twórcy nie szli na łatwiznę i znajdowali w sobie ambicje do zrealizowania czegoś na starym silniku. Jak zachęcić jednak graczy, aby dali jeszcze szansę NES-owi i nie rozglądali się za nowymi rozwiązaniami? Do solidnego wykonania dołożyć nośną licencję, sukces powinien być gwarantowany.

Księga Dżungli napisana przez noblistę Rudyarda Kiplinga, doczekała się adaptacji filmowej, ale to ta animowana wydaje się popularniejsza. Przygody Mowgliego, chłopca wychowywanego w lesie przez dzikie zwierzęta, okazały się hitem nie tylko wśród najmłodszych. W 1994 r. Jungle Book została wydana na kilka platform przez Virgin Interactive. Jak nietrudno się domyślić, wcielamy się w niej we wspomnianego chłopca. Naszym głównym celem jest pokonanie Szir Kana, głównego złego w historii. Po drodze pojawia się sporo ciekawych leveli, dość zróżnicowanych, a także pojedynki z pomniejszymi bossami.

W przeciwieństwie do wielu innych gier, naszym zadaniem nie jest parcie w prawo przy akompaniamencie jęków pokonywanych przeciwników. Level jest otwarty i należy go eksplorować wzdłuż i wszerz, aby zebrać odpowiednią ilość kryształów. To właśnie one pozwolą nam zaliczyć konkretną planszę. Oczywiście oprócz tego jest całe mnóstwo innych znajdziek, jak choćby banany, maska zapewniająca nieśmiertelność przez pewien czas, zegar dodający nam trochę sekund lub łopata przenosząca do rundy bonusowej (w określonym czasie możemy zbierać punkty, życia i przedmioty). W czasie przebywania na powierzchni przedmioty te są ukryte, ale też niektóre wypuszczają wrogowie. Należy jednak pamiętać, że na przejście planszy jest określony czas, dlatego nie można sobie pozwolić na swobodną eksplorację przed dokładnym poznaniem topografii rundy.

Warto krótko przedstawić, jak dobrze zaprojektowany został nasz Mowgli. O jakości grafiki jeszcze nieco będzie, jednak zwraca uwagę realne poruszanie się, układ ciała chłopca w czasie chodu, biegu i skoków. Oprócz aspektu czysto wizualnego pojawia się także praktyczny – gra jest uczciwa. Spadniemy w przepaść wówczas, gdy źle wycelujemy lub za mało się rozpędzimy, co wbrew pozorom nie we wszystkich tytułach jest równie oczywiste (przerabiałam to choćby w, skądinąd świetnym, Adventure Island II). Do tego dochodzi kucanie i możliwość strzelania w czasie podskoków. Trzeba przyznać, że Mowgli wiele się w tej dżungli nauczył. Fajnym motywem jest też wplecenie swoistych checkpointów. Kiedy chłopak poruszy kwiat a później straci życie, zaczynamy rozgrywkę od wspomnianego miejsca.

Słów kilka należy się przeciwnikom. Są to postaci znane z książki, ale też inne zwierzęta zamieszkujące lasy. Trzeba przyznać, że są zróżnicowane i właściwie każde atakuje inaczej. Małpy rzucają w chłopaka kamieniami, dzik (?) z rozpędu wbiega w Mowgliego, słonie wypuszczają specjalne pociski. Nie każde zwierzę da się pokonać. Przykładem jest choćby wąż, którego można wyłącznie unieruchomić, ale nie całkowicie pozbawić życia.

Mocnym punktem gry jest grafika. O animacji głównego bohatera wspomniano, zachwycają bogato zdobione są tła plansz. Dżungla przedstawiona jest bardzo szczegółowo. Do tego dochodzi różnorodność. Przez część etapów standardowo przemy w prawo, mając na względzie eksplorację, ale zdarzają się też levele, gdzie należy dojść na samą górę ekranu. Tutaj jednak trzeba zaznaczyć, że łatwo się pogubić przez podobieństwo poszczególnych miejscówek. Muzyka również oddaje klimat przygód Mowgliego, choć twórcy mogli się pokusić o większy zakres dźwięków. Na pewno na uwagę zasługuje melodia pojawiająca się przy starciu z bossem. Czuć, że nie są to przelewki.

Z reguły grami od Disneya wydawanymi na NES-a zajmował się Capcom. Trzeba przyznać, że Virgin też poradził sobie nieźle z tematem. Może w grze nie ma miejsca na wątki humorystyczne, ale jest angażująca rozgrywka i czuć klimat dżungli. Mowgli świetnie się porusza, szczędząc odbiorcy masy frustracji. Poziom trudności jest wyważony, ale czuć, że wzrasta wraz z kolejnymi levelami (mamy też możliwość wyboru trudności, który nam odpowiada, przekłada się on na liczbę koniecznych klejnotów do zdobycia). Warto ograć ten tytuł, gdyż daje masę satysfakcji.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz