Mappy

Zabawa w policjantów i złodziei zawsze była bardzo popularna wśród dzieci. Oprócz niewątpliwego aspektu dydaktycznego, wskazującego, że zło należy karać, poprawiało kondycję najmłodszych. Z reguły, w zależności od liczby chętnych, celem dziecka (lub dzieci) będącego policjantem było łapanie dzieci-złodziei. Trudno powiedzieć, czy twórcy faktycznie wzorowali się na tej prostej zabawie, aby łatwiej zgromadzić audytorium, czy po prostu stworzyli wariację tej rozgrywki zupełnie niezależnie, niemniej ich gra okazała się bardzo wciągająca. Przed państwem Mappy!

W grze wydanej przez Namco w 1983 r. naszym głównym bohaterem jest mysz-policjant, która ma za zadanie odnalezienie zrabowanych dóbr, zarówno tych z dziedziny sztuki (obrazy), jak i codziennego użytku (telewizor). Przeszkadza w tym cała szajka kotów, z którymi zetknięcie pozbawia Mappy`ego życia. Każdy level to osobna plansza, gdzie znajdują się wspomniane dobra, linki, dzięki którym można się odbijać, oraz drzwi (w dalszych etapach jeszcze dzwony). Nasza myszka korzysta z linek, aby dotrzeć na wyżej położone „piętra”, przy czym zetknięcie z kotami w tym miejscu nie skutkuje zgonem. Problem polega na tym, że nie można na nich skakać do oporu, ponieważ po pewnym czasie zwyczajnie się zerwą, o czym przypomina zmiana koloru – czerwony pojawia się tuż przed przyszłym upadkiem. Drzwi także są naszymi sprzymierzeńcami. Zwykłe, otwierane do wewnątrz, odpychają koty, do tego dochodzą specjalne, odpowiednio grubsze, z których wylatuje wizualizacja alarmu chwytająca wszystkie zwierzaki, które znajdują się w torze jego lotu. Oprócz odzyskiwania skarbów można też grać na punkty, a te zdobywa się szczególnie za sięgnięcie po migający w danym momencie przedmiot lub rzecz, za którą schował się szef szajki, największy kot. Do tego po kilku levelach trafia się runda bonusowa, w której zadaniem myszy jest niszczenie balonów.

Rozgrywka jest z levelu na level coraz bardziej dynamiczna. Sprzyja temu świetny dobór dźwięków. Choć tak naprawdę mamy trzy zapętlone utwory w grze – pojawiająca się na planszy, na bonusie i podsumowaniu bonusu – są energiczne i nie nudzą ani nie irytują. To ważne, kiedy planuje się dłuższą posiadówę, a Mappy naprawdę potrafi wciągnąć. Poza tym, łącznie jest około 256 poziomów, więc trzeba naprawdę polubić te kawałki, o co na szczęście nie trudno. Wraz z kolejnymi etapami skraca się czas na przejście, co zmusza gracza do podejmowania większego ryzyka. Do tego dochodzą z czasem nowe koty oraz pojawiają się platformy, które zanikają po przejściu po nich. Wyzwanie staje się coraz większe. Grafika jest zadowalająca jak na początek lat 80. Trochę początkowo dziwi, że mysz jest większa od kotów, ale w końcu to policjant, pewnie lata treningów zaowocowały. Większość plansz, oficjalnie rezydencja gangu kociaków, wygląda tak samo, zmienia się czasem kolor „sufitu” i rozkład drzwi oraz przedmiotów.

Mappy jest grą wchodzącą w skład kultowej w naszym kraju składanki 168 in 1. Dzięki temu dała się poznać wielu odbiorcom, którzy miło ją wspominają. Nic zresztą dziwnego, przygody myszy policjanta są świetną rozrywką i co ważne, mimo prostych założeń pozwalają na długie przesiadywanie z padem przed konsolą. Szkoda, że w czasie jej powstania nie było mowy o losowym generowaniu plansz, bo po prawdzie leveli można się było uczyć na pamięć. Przedmioty są zawsze w tych samych miejscach, podobnie szef gangu chowa się za tymi samymi w odpowiedniej kolejności. Nie ma jednak czasu na to, by się długo zastanawiać, trzeba uciekać przed kotami!

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz