Mega Man

Firma Capcom, powstała w 1979 roku, znana jest z kilku flagowych serii gier na różne konsole. Nawet niedzielny gracz z pewnością kojarzy choćby jedną część Resident Evil, Dino Crisis, czy Breath of Fire. Część z nich cieszy się niesłabnącą popularnością, stąd obecność kontynuacji i wszelkiej maści remake`ów. Inne, z różnych przyczyn, odeszły w zapomnienie. Niewątpliwie do tej pierwszej grupy należy zaliczyć serię Mega Man, która doczekała się 10 oficjalnych odsłon i licznych spin-offów. Przenieśmy się zatem w czasie do 1987 roku i powiedzmy sobie nieco na temat części, która rozpoczęła trwającą ponad 20 lat przygodę.

Mega Man jest jedną z najważniejszych gier mojego dzieciństwa. Posiadałam podróbkę oryginału na NESie, która różniła się wyłącznie tytułem (Rockman) i nie byłam świadoma, jak ciekawa i oryginalna jest to seria. Fabuła nie jest dla rozgrywki szczególnie ważna, lecz wraz z jej rozwojem staje się coraz bardziej zaskakująca. Ot, musimy pokonać sześciu przeciwników, którzy od początku są dostępni. Każdy z nich wymaga z reguły nieco innej taktyki, o czym będzie jeszcze wspomniane dalej. Kiedy gracz przeprawi się przez wszystkie roboty, czeka go… pewna niespodzianka, której lepiej nie zdradzać, gwarantuję jednak, że jest o co walczyć.

Choć fabuła nie wydaje się specjalnie zachęcająca, tytuł jest bardzo grywalny. Rozgrywka jest dość trudna i frustrująca, jednak budzi pragnienie podjęcia „jeszcze jednej próby”, co wydłuża żywotność produkcji. Tytułowy Mega Man ma tendencję do wpadania do dziur lub na kolce (najczęściej spychany przez przeciwników), strzały przechodzą przez ściany, wrogowie się respawnują (czasem jest to też zaletą, gdyż można uzupełnić życia lub broń), najczęściej napierają z kilku stron. Co prawda nasz bohater posiada spory pasek energii, ale przy upierdliwym przeciwniku bardzo szybko topnieje. Ponadto gra pozbawiona była passwordów. Wyłączenie konsoli skutkuje ponownym przechodzeniem tych samych fragmentów rozgrywki. Jednakże, pokonywanie coraz to kolejnych etapów jest niesamowicie satysfakcjonujące, zwłaszcza że poziom trudności tylko wzrasta.

Wspominając o levelach należy dodać, że są po prostu piękne i świetnie pomyślane. Każdy z robotów, z którymi musi zmierzyć się nasz niebieski heros, znajduje się w specyficznym dla siebie środowisku. Aby pokonać Icemana trzeba przebrnąć przez zimę, w drodze do Elecmana łatwo zostać porażonym prądem, level Firemana jest pełen ognia itp. Kolory są bardzo żywe, przeciwnicy pomysłowi (i momentami frustrujący, ale o tym była mowa wyżej).

Ciekawym patentem jest opcja wyboru broni na bossów. Po pokonaniu każdego z nich, Mega Man otrzymuje jego moc. Może jej używać w wybranym momencie, jednak musi pilnować, by się nie wyczerpała (lub naładować po załatwieniu „szeregowego” wroga). Dzięki temu nie musi przez kilka minut strzelać swoją armatką w Elecmana, uważając równocześnie na to, by nie zostać ugodzonym, ale wystarczy kilka uderzeń nożycami, uzyskanymi od Cutmana, by pozbyć się delikwenta. Bronie dają też dostęp do ukrytych miejsc. Po pokonaniu Gutsmana można przesuwać kamienie i zdobywać ukryte przez twórców dobrodziejstwa.

Kolejną zaletą Mega Mana jest muzyka. Każdemu z leżeli towarzyszy przyjemne udźwiękowienie, jest ono charakterystyczne i zapamiętywalne. Osobiście polecam track z poziomu Bombmana. Wydaje się uspokajać, co jest niezwykle korzystne, gdy musimy walczyć z otaczającą nas hordą wrogów. Grze towarzyszą liczne efekty dźwiękowe niebędące muzyką, m.in. odgłos uzupełniania paska zdrowia, wybuchy bomb, śmierć Mega Mana. Szczególnie przyjemna wydaje się też krótka melodia po pokonaniu bossa – również dlatego, że po którejś z kolei próbie w końcu się udało!

Niewątpliwie dziecko Capcomu dało dobry fundament całej serii. Co prawda w późniejszych częściach kilka elementów usprawniono, m.in. dodano passwordy i w jednej z kolejnych odsłon możliwość wyboru poziomu trudności, jednak pierwsza część, od której wszystko się zaczęło, nie zestarzała się ani trochę i nadal jest godna polecenia. Choć grałam we wszystkie tytuły o niebieskim robocie, które zostały wydane na NES-a, to właśnie jedynka sprawiła, że mimo frustracji związanej z porażkami, sięgałam ponownie po pada. Do tego ta muzyka. W każdym z Mega Manów jest bardzo klimatyczna, jednak wyłącznie utwory z omawianej części wydają się zapamiętywalne. Gra jest w stanie przyciągnąć nie tylko fanów retro, ale też tych, którzy cenią świetną rozgrywkę i piękną pixelartową grafikę (o tym, że wciąż jest na nią popyt, świadczy choćby sukces Shovel Knighta).

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz