Metal Storm

W popkulturze japońskiej ogromną popularnością cieszą się mecha. Są to ogromne roboty, najczęściej humanoidalne, sterowane od wewnątrz przez konkretnego człowieka (za przykład niech posłuży znane również w naszym kraju Power Rangers). Ów gatunek kojarzy się nieco bardziej z grami na większe konsole (Front Mission na PSX-ie, seria Armored Core), ale już NES miał swojego przedstawiciela. Mowa tutaj o futurystycznej grze Metal Storm wydanej przez Irem w 1990 roku.

Mamy rok 2051, nasz główny bohater o pięknym imieniu M-308 jest mechem i ma za zadanie ochronę ludzkości przed nadchodzącą zagładą. Zbliża się ona wielkimi krokami, ponieważ Laser Gun, broń mająca chronić nasz Układ Słoneczny przed kosmitami, przez awarię komputera został skierowany w przeciwną stronę. Innymi słowy, zamiast strzelać w obcych, rujnuje nasze planety. Standardowo istnieje promil szansy na uratowanie świata, zaś jego losy zostają złożone w ręce naszego bohatera, czyli wspomnianego M-308.

Sama rozgrywka w dużej mierze oparta jest na wykorzystaniu jednego patentu, występującego też w pewnych fragmentach jednej z części Mega Mana czy Mitusme Ga Tooru. Nasza postać może poruszać się zgodnie z prawami grawitacji, ale także w dowolnym momencie na sposób australijski, czyli „do góry nogami”. W początkowych levelach stanowi to ciekawy bajer, ale wraz z rozwojem gry staje się nieodzowne do przejścia poszczególnych fragmentów, a także niektórych bossów. W przypadku natłoku przeciwników na planszy trzeba szybko przełączać M-308, dlatego należy pochwalić twórców za zaprojektowanie przejrzystego sterowania, które ułatwia zmianę perspektywy robota. Oprócz tego na naszej trasie pojawiają się różne znajdźki, zwiększające ilość punktów lub czasu, dające ochronę, zmieniające oręż, czasem również dodatkowe życie. Zetknięcie się M-308 z przeciwnikiem lub pociskiem kończy się tragicznie (w przypadku braku dodatkowej ochrony), dlatego trzeba zręcznie operować strzelaniem i skokami. Pochwalić należy także wykonanie bossów. Każdy z nich wymaga przyjęcia odrębnej taktyki, są do siebie niepodobni, co daje poczucie progresu historii przedstawionej w Metal Storm.

Słowa uznania należą się grafikom. Gra utrzymana jest w klimacie futurystycznym, co widać po kolorystyce teł oraz przeciwnikach. Również podsumowanie każdego levelu, na którym widnieje liczba punktów, password i gratulacje dla gracza, daje wrażenie obcowania z gatunkiem sci-fi. Pokonaniu bossa towarzyszy efektowna eksplozja. Kolory M-308 dobrze ze sobą współgrają. Nawet w przypadku, gdy na planszy pojawia się sporo elementów i przeciwników, ciężko się pogubić. Z kolei muzyka jest mało chwytliwa, za to dobrze oddaje klimat walki o przetrwanie – z levelu na level jest coraz bardziej dramatyczna. Najlepszy wydaje mi się utwór, który pojawia się w czasie starcia z bossami. Pozostałe sprawiają wrażenie randomowo dobranych sampli.

Metal Storm jest grą bardzo wymagającą. Plansze nie są szczególnie długie, jednak ich zróżnicowanie, które wymaga umiejętności podejmowania szybkich i trafnych decyzji, staje się poważnym wyzwaniem. Na pewno jest to tytuł skierowany do graczy lubiących wysoki poziom trudności, choć mniej zaawansowani gracze mogą spróbować się jej w pewien sposób nauczyć – sterowanie nie zawodzi, gra jest uczciwa. Warto dać szansę naszemu M-308 i uratować świat po raz kolejny.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz