20 września 2021

Mickey’s Adventures in Numberland

Twórcy gier edukacyjnych nie mają łatwego życia. Z jednej strony muszą zachować odpowiednio niski poziom trudności, by najmłodsze dzieci mogły sobie z nimi poradzić , z drugiej – tytuł nie może być za prosty, ponieważ zaniknie jego walor edukacyjny. Potrzebne są także elementy rozrywkowe, by dziecko miało poczucie, że gra, a uczy się niejako przy okazji. Mam wrażenie, że ta sztuka znalezienia złotego środka udała się Hi Tech Expressions w wydanym w 1993 roku Mickey’s Adventures in Numberland.

Producent postanowił wybrać jako bohatera Myszkę Miki, gdyż ta postać dobrze kojarzyła się dzieciom. Zadaniem protagonisty jest odwiedzenie łącznie dziesięciu leveli i znalezienie w każdym z nich cyfry, która zostaje wskazana na początku planszy. To pozwoli nam przejść do następnego etapu. Czemu? Okazuje się, że zostały one skradzione, dlatego szeryf Donald prosi nas o ich odnalezienie. Jeżeli mamy znaleźć jedynkę, musimy omijać wszelkie inne cyfry. Oczywiście, gdy którąś z nich dotkniemy, nic nam się nie dzieje, ale za to otrzymujemy bonusy – gwiazdki z punktami – za zdobycie jak najwięcej cyfr, które wskazał pan mysz. Skąd to nagłe rozmnożenie, skoro pisałam o jednej cyfrze? Otóż konieczne do przejścia levelu jest wzięcie wolno stojącej, wskazanej uprzednio cyfry, jednak można je znaleźć również w innej formie, co z kolei dorzuca nam punkty do bonusu. Gra nie polega jedynie na eksploracji. Musimy również omijać przeciwników lub ciskać w nich gumą balonową, którą znajdujemy po drodze.

Na początku otrzymujemy dostęp do czterech leveli, z których każdy musimy przejść dwa razy. Szukamy cyferek w stacji kosmicznej, biurowcu, muzeum oraz fabryce. Po wykonaniu tego zadania trafiamy do kryjówki złodzieja Pete’a. Jeśli chodzi o poziom skomplikowania, zdecydowanie najciężej jest właśnie tam oraz w fabryce. Dużo ukrytych przejść, podobne pomieszczenia. Należy pamiętać, że zasadniczo nie tylko musimy znaleźć zaginioną cyfrę, ale i drzwi, którymi wyjdziemy po wykonaniu zadania. Jeśli w nie wejdziemy przed znalezieniem zguby, musimy powtarzać poziom.

Sama rozgrywka jest trudniejsza niż w poprzedniku, Mickey’s Safari in Letterland. Nasza Myszka może tracić życie, dlatego musimy skutecznie omijać przeciwników lub umiejętnie atakować ich zbieranymi gumami balonowymi. Do tego niektóre cyferki są faktycznie sprytnie ukryte i zajmie nam nieco czasu, nim je znajdziemy. Czasem też gra niemal na początku pokazuje nam daną cyfrę, jednak musimy sami znaleźć sposób, by się do niej dostać. To powoduje, że choć produkcja z założenia przeznaczona jest dla dzieci, może zapewnić rozrywkę również starszym użytkownikom.

Graficznie całość prezentuje się dość dobrze. Scenki fabularne wyglądają bardzo ładnie, elementy gameplay’owe nieco mniej, ale widać, że twórcy bardzo się starali. Kiedy przez pewien czas nie poruszamy padem, Miki zaczyna bawić się piłką. Wszelkie przeszkody pojawiające się w danych levelach zdają się być adekwatne do planszy, jaką przechodzimy. Z kolei wiele do życzenia pozostawia muzyka. Wielki plus za voice acting głównego bohatera, jednak melodyjki są słabe.

Ogólnie to całkiem ciekawa gra, przy której i starsi nieco pogłówkują, nim zbiorą z powrotem całą kolekcję cyferek. Przyznaję, że w levelach biurowych, wsiadając do kolejnych wind, sama w pewnych momentach gubiłam się i nie wiedziałam, gdzie jestem. Warto poświęcić czas temu tytułowi, bo to kawał solidnej rozgrywki, zaś jeśli zaprezentujecie grę Waszym pociechom, możecie mieć pewność, że będzie to bardzo dobre posunięcie.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *