Neo Mr. Do!

Jednym z zaskakujących odkryć w czasach mojego dzieciństwa, gdy stawiałem swoje pierwsze, nieśmiałe kroki w salonach gier arcade, było spostrzeżenie, że ci wszyscy starzy wyjadacze, w przerwach pomiędzy rozpruwaniem wrogów w Samurai Shodown II czy omijaniem setek pocisków w Aero Fighters, potrafią z równym zaangażowaniem przykleić się do automatu z Puzzle Bobble albo kolejną wariacją Pac-Mana. Było to dosyć osobliwe, bo czyżby cukierkowe przygody kolorowych postaci nie były dla nich zbyt dziecinne, a otwarte interesowanie się nimi powodem do wstydu? Co prawda w tamtym czasie nie miałem raczej świadomych przemyśleń na ten temat, a mój stan był dosyć symptomatyczny, ale niewątpliwie dołożyło to swoją cegiełkę do zrozumienia, że oprawa jest tylko składową gier, a dobra zabawa jest kluczowym kryterium, bez względu na to jakie pozory sprawiają obrazy pojawiające się na ekranie. I właśnie doskonałym przykładem gry, łączącym infantylną wręcz oprawę i całkiem atrakcyjny gameplay, jest Neo Mr. Do!, jedna z moich absolutnie ulubionych labiryntowych gier na automaty.

Tytułowa produkcja pozwala nam wcielić się postać w Mr. Do, klauna z baśniowego świata, który odwiedza kolejne plansze pełne rozmaitych obiektów i stworów. Przekopując tunele oraz zbierając ulepszenia i gromadząc monety, główny bohater stara się przy okazji pozbywać lub unieruchamiać ścigających go wrogów za pomocą uderzeń swojej kozłującej piłki. W międzyczasie trafia także do dodatkowych poziomów, których ukończenie wymaga bezpiecznego przejścia do mety w limicie czasu i polega na rozwiązaniu przypominającej labirynt łamigłówki. Kończąc zaś odwiedziny w każdym ze światów, złożonym z czterech poziomów, Mr. Do musi zmierzyć się dodatkowo z groźnym panem krainy. Co ważne, każdą z plansz można ukończyć poprzez spełnienie jednego z kryteriów zwycięstwa. Poza wyeliminowaniem wrogów lub zebraniem wszystkich wisienek (lub innych, odpowiednich obiektów) planszę kończą automatycznie także zdobycie życia lub odblokowanie bonusowego poziomu. To sprawia, że cały czas możemy – i musimy – kombinować, a w zależności od rozwijającej się sytuacji przyjmujemy inną strategię rozgrywki. Wszystko pod presją ścigających wrogów, spadających przedmiotów, pojawiających się różnorodnych bonusów i w akompaniamencie charakterystycznej muzyki oraz dźwięków, niby prosto z cyrku.

Pamiętając o powyższym, gra, zwłaszcza w wersji dla dwóch graczy, jest jedną z łatwiejszych pozycji na automaty z jaką przyjdzie wam się mierzyć. Neo Mr. Do! rzeczywiście zdaje się być wycelowany w młodszych odbiorców, ale nie powinien tracić zbyt wiele w odbiorze, nawet jeśli jesteście już całkiem dojrzałymi fanami retro. Zwłaszcza, że jego najważniejszą cechą jest utrzymywanie gracza w stanie ciągłej uwagi. Zagrożeń i układów na planszy może być tak wiele, wszystko zmienia się na tyle szybko, a nowe łamigłówki potrafią zastopować nasze zapędy z taką łatwością, że nagle okazuje się, iż gra ma całkiem sporo głębi.

Wydany w 1995 roku Neo Mr. Do! jest relatywnie nieznaną, licencjonowaną wersją hitu z wczesnych lat 80., stworzonego niegdyś przez japońską firmę Universal. Firmę o istotnej historii, bo odpowiedzialną między innymi za Space Panic – tytuł uznawany za praojca wszystkich gier platformowych. I choć mniej lub bardziej oficjalnych klonów Mr. Do! z biegiem lat powstało naprawdę sporo, to zachęcam do wyboru właśnie tej wersji, jednej z ostatnich i prawdopodobnie najlepszej, zarówno pod względem oprawy, jak i wykonania.

Jazzwhisky

Dodaj komentarz