Ninja Gaiden

Ninja byli japońskimi wojownikami odpowiedzialnymi głównie za przeszpiegi i zamachy. Wynikało to przede wszystkim z ich szkolenia, które koncentrowało się nie tyle na samej walce, co umiejętności kamuflażu i długiego, cierpliwego pozostawania w ukryciu. Rzecz jasna, wielokrotnie walczyli bezpośrednio, ale z założenia zajmowali się cichymi akcjami. W wieku XIX postać wojowników ninja obrosła swoistą legendą. Uważano, że posiadali oni nadludzkie moce, w tym latanie, co spotkało się z zainteresowaniem przemysłu filmowego, a także z czasem gier wideo. Nie tak dawno ukazał się tytuł, który z miejsca zawładnął sercami hardkorowych fanów – Sekiro: Shadow Die Twice, na pierwszym PlayStation zasłużone laury zbierały dwie części Tenchu. Na NES-ie pojawiło się wiele gier traktujących o japońskich wojownikach, spora część zasługuje na szersze omówienie, natomiast niewątpliwym ewenementem był wydany w 1988 roku przez Tecmo Ninja Gaiden, który zapoczątkował długą, multiplatformową serię.

Twórcy w bardzo ciekawy sposób prezentują nam fabułę. Można powiedzieć, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju filmu – każdy level nazywany jest aktem, zaś między nimi pojawiają się krótkie scenki, które przedstawiają rozwój wydarzeń. Głównym bohaterem jest ninja Ryu. Wyrusza do Stanów Zjednoczonych, aby pomścić zabitego ojca, jednak po drodze wplątuje się w dość grubą intrygę, w którą zamieszane jest także CIA, zaś jej okoliczności wiążą się z ratowaniem świata. Co prawda sam gameplay jest na tyle żywy i szybki, że nie ma czasu na zastanowienie nad wydarzeniami towarzyszącymi Ryu, za to cutscenki dają wytchnienie i pozwalają odkryć kolejne elementy fabularnej układanki.

Nie ma co owijać w bawełnę – Ninja Gaiden jest tytułem bardzo trudnym. Składa się na to wiele składników. Przeciwnicy są powtarzalni, ale każdy ma swoją specyfikę. Szybko się respawnują, są upierdliwi, potrafią ścigać Ryu przez długi czas. Nie tylko zabierają pałeczki życia, ale też strącają w przepaść. Najbardziej irytujące były dla mnie ptaki. Niektórzy przeciwnicy również strzelają lub rzucają mieczami. W grze sporo jest elementów platformowych. Co prawda odległości między docelowymi miejscami doskoku nie są zbyt wielkie, ale wrogowie skutecznie utrudniają podróże. Jednakże, twórcy stworzyli bardzo ciekawy patent pomagający w grze. Ryu, kiedy skacze na wyższe platformy, może przylegać do ścian i odbijać się od nich, działa to bardzo sprawnie. Czasem tylko zdarza się, że nasz bohater zbyt nisko się przyczepi i niemal nie sposób wybrnąć z sytuacji i nie spaść w przepaść. Każdy level kończy się walką z bossem. Są oni wymagający, ale w sposób uczciwy. Przy dobrej taktyce da się ich pokonać, jednak plan „pójścia na żywioł” nie da oczekiwanego rezultatu.

Warto wspomnieć również o znajdźkach. W każdym levelu znajduje się coś, z czego można „wystrzelić” jakąś zdobycz. Może to być choćby pająk, ptak lub lampa. W środku zawsze się znajduje loot, może to być jedna z broni (shuriken, duży shuriken, ogień lub specjalny atak Ryu), chiński znak, dający punkty do wykorzystania broni oraz sakiewki uzupełniające punkty życia. Znajdźki zawsze są w tych samych miejscach, więc nie ma obawy, że w razie utraty życia przepadną bezpowrotnie.

Bardzo dokładna grafika przyciągnie uwagę każdego gracza. Plansze są łatwo odróżnialne, charakterystyczne, łatwo znaleźć interaktywne miejsca. Sam Ryu rusza się płynnie, tła są bogato zdobione, zarówno te na wolnym powietrzu, jak i w budynkach. Wrażenie robią cutscenki. Choć w większości prezentują pewien statyczny obraz i napisy, ma się poczucie obcowania z porządną produkcją. Ciekawie animowany został także bieg Ryu w czasie jednej ze scenek. Mimo że to produkcja 2D, nieraz ma się poczucie, jakby istniała opcja ruszenia w inną stronę, co też należy zaliczyć na plus.

Podobnie pozytywnie wypada muzyka. Jest dynamiczna, idealnie pasuje do tempa gry. Czasem zwalnia, ale tylko w cutscenkach, które są ważne dla fabuły i pojawiają się w nich istotne kwestie. Kawałki powtarzają się w dalszych levelach, ale nie blisko siebie, dzięki czemu nie ma poczucia nudy. Same dźwięki towarzyszące bohaterowi również zostały dobrze oddane. Odgłosy strzałów i ataku brzmią właściwie, nie ma w nich przesady, która tak często towarzyszy 8-bitowym produkcjom.

Niewątpliwie Ninja Gaiden jest świetnym początkiem serii. Szybka rozgrywka, dość wysoki poziom trudności, ciekawa fabuła i piękna grafika przemawiają na jego korzyść. Całkiem sporo jak na końcówkę lat 80. Wiele rozwiązań pojawia się w późniejszych częściach, a także zupełnie innych produkcjach. Czasem ma się wrażenie, że gry można się nauczyć, co jednak jest pewną wadą, ale zapewniam – prędko to nie nastąpi. Pierwsza część przygód Ryu jest jedną z najlepszych gier o tematyce ninja, dlatego sympatycy japońskich wojowników będą bardzo ukontentowani.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz