23 czerwca 2021

Pokémon Pinball

W ostatnich miesiącach skupiałem się na produkcjach stworzonych na Game Boy’a Advance, całkowicie pomijając jego poprzedników. Oddając zatem honor pierwszym dwóm odsłonom serii przenośnych konsol Nintendo, w najbliższym czasie przedstawię kilka ciekawych gier, jakich doczekał się Game Boy Color. Na pierwszy ogień idzie tytuł nieoczywisty i często pomijany – jak pokaże ta recenzja, niesłusznie – Pokémon Pinball.

Choć wydane w tym samym roku co legendarne części Gold i Silver, Pokémon Pinball uwzględnia wyłącznie pierwszą generację kieszonkowych stworków. Założenie produkcji jest dość proste – do elementów klasycznego pinballa dodajemy motywy pokemonowe oraz mechanikę łapania występujących w grze postaci. Łapanie nie będzie jednak takie proste – podczas nabijania punktów (a to drugi, obok pełnego Pokédexa, cel gry) musimy wykonać serię specyficznych czynności (sprowadzających się do uderzania piłką w konkretne elementy planszy) w ściśle określonym czasie. Podobnie rzecz wygląda z ewoluowaniem naszych towarzyszy – podejrzewam, że zebranie wszystkich zajmie lekko licząc kilkadziesiąt godzin.

Stół do gry został podzielony na dwa ekrany, które przełączają się w zależności od tego, gdzie jest piłka (w tej roli – pokéball). Przy szybkiej akcji takie skakanie staje się dość uciążliwe i było główną przyczyną tracenia przeze mnie kolejnych szans. Drugą zauważalną wadą (których na szczęście naliczyłem niewiele) są problemy z kodowaniem. Często zdarzało mi się, że piłka lądowała pod łapkami, które jednak przy szybkim naciskaniu „wyciągały ją” na wierzch. Dość bezsensowna wydaje się także możliwość potrząśnięcia całą planszą przez wciśnięcie strzałki w dół – przy dużej dynamice rozgrywki nigdy nie było mi to potrzebne.

Wśród wielu zalet gry do najważniejszych należą znakomite wykonanie audiowizualne (świetnie narysowane elementy planszy, żywe kolory, odpowiadająca sytuacji muzyka) i duże zróżnicowanie tego, co w zasadzie możemy robić. Gra oferuje nam losowanie obszarów, w których będziemy łapać poki, możliwość zdobycia przydatnych bonusów, a czasami nawet plansze specjalne (moja ulubiona to zbieranie pieniążków z Meowth). Choć początkowo trudno się w tym wszystkim odnaleźć, po kilku minutach zaczynamy odczuwać z gry prawdziwą satysfakcję. No i najważniejsze – do dyspozycji mamy dwa zupełnie różne stoły, każdy ze specyficznymi tylko dla siebie elementami.

Uzbieranie całego Pokédexa to co prawda zadanie dla prawdziwych fanatyków, ale już samo obcowanie z Pokémon Pinball daje mnóstwo radości. To prosta, ale nie prostacka rozrywka bazująca na dwóch sprawdzonych elementach – mocy przyciągania flipperów i pozytywnych skojarzeń, jakie rodzi najbardziej znana franczyza Nintendo. Zdecydowanie polecam, nie tylko fanom Pikachu.

Michał „Michu” Wysocki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *