Pokémon Pinball

W ostatnich miesiącach skupiałem się na produkcjach stworzonych na Game Boy’a Advance, całkowicie pomijając jego poprzedników. Oddając zatem honor pierwszym dwóm odsłonom serii przenośnych konsol Nintendo, w najbliższym czasie przedstawię kilka ciekawych gier, jakich doczekał się Game Boy Color. Na pierwszy ogień idzie tytuł nieoczywisty i często pomijany – jak pokaże ta recenzja, niesłusznie – Pokémon Pinball.

Choć wydane w tym samym roku co legendarne części Gold i Silver, Pokémon Pinball uwzględnia wyłącznie pierwszą generację kieszonkowych stworków. Założenie produkcji jest dość proste – do elementów klasycznego pinballa dodajemy motywy pokemonowe oraz mechanikę łapania występujących w grze postaci. Łapanie nie będzie jednak takie proste – podczas nabijania punktów (a to drugi, obok pełnego Pokédexa, cel gry) musimy wykonać serię specyficznych czynności (sprowadzających się do uderzania piłką w konkretne elementy planszy) w ściśle określonym czasie. Podobnie rzecz wygląda z ewoluowaniem naszych towarzyszy – podejrzewam, że zebranie wszystkich zajmie lekko licząc kilkadziesiąt godzin.

Stół do gry został podzielony na dwa ekrany, które przełączają się w zależności od tego, gdzie jest piłka (w tej roli – pokéball). Przy szybkiej akcji takie skakanie staje się dość uciążliwe i było główną przyczyną tracenia przeze mnie kolejnych szans. Drugą zauważalną wadą (których na szczęście naliczyłem niewiele) są problemy z kodowaniem. Często zdarzało mi się, że piłka lądowała pod łapkami, które jednak przy szybkim naciskaniu „wyciągały ją” na wierzch. Dość bezsensowna wydaje się także możliwość potrząśnięcia całą planszą przez wciśnięcie strzałki w dół – przy dużej dynamice rozgrywki nigdy nie było mi to potrzebne.

Wśród wielu zalet gry do najważniejszych należą znakomite wykonanie audiowizualne (świetnie narysowane elementy planszy, żywe kolory, odpowiadająca sytuacji muzyka) i duże zróżnicowanie tego, co w zasadzie możemy robić. Gra oferuje nam losowanie obszarów, w których będziemy łapać poki, możliwość zdobycia przydatnych bonusów, a czasami nawet plansze specjalne (moja ulubiona to zbieranie pieniążków z Meowth). Choć początkowo trudno się w tym wszystkim odnaleźć, po kilku minutach zaczynamy odczuwać z gry prawdziwą satysfakcję. No i najważniejsze – do dyspozycji mamy dwa zupełnie różne stoły, każdy ze specyficznymi tylko dla siebie elementami.

Uzbieranie całego Pokédexa to co prawda zadanie dla prawdziwych fanatyków, ale już samo obcowanie z Pokémon Pinball daje mnóstwo radości. To prosta, ale nie prostacka rozrywka bazująca na dwóch sprawdzonych elementach – mocy przyciągania flipperów i pozytywnych skojarzeń, jakie rodzi najbardziej znana franczyza Nintendo. Zdecydowanie polecam, nie tylko fanom Pikachu.

Michał „Michu” Wysocki

Dodaj komentarz