Rad Racer

Jak już wielokrotnie padło na łamach tej strony, Square kojarzy się przede wszystkim z RPG-ami, ewentualnie występuje jako wydawca innych gatunków. Tymczasem w 1987 roku firma odpowiadała za stworzenie od podstaw samochodówki Rad Racer. Jak się okazuje, nie tylko tworzenie epickich fabuł z kamieniami i klejnotami w tle wychodzi im nieźle. W ścigałkach też potrafili coś zaprezentować. Gra pojawiła się także w Stanach i w Europie, jednak tam została już przygotowana przez Nintendo i Mattel.

Co ten szpil nam oferuje? Na początek mamy do wyboru dwa wozy. Co ciekawe, choć jeden jest ewidentnie bolidem rodem z formuły 1, i tak obydwa pojazdy osiągają tę samą prędkość maksymalną. Innymi słowy, sięgnięcie po którekolwiek z nich to element zaledwie kosmetyczny, nie wpływający w żaden sposób na rozgrywkę. Naszym zadaniem jest przejechanie trasy w określonym czasie, mając przy tym kilka checkpointów. W teorii brzmi banalnie, ale w praktyce jest dość trudne. Otóż nasz wóz na prostej drodze szybko się rozpędza i zasadniczo nie ma problemów z jego sterownością. Jest jednak nad wyraz wrażliwy nawet przy minimalnym zetknięciu się z przeszkodą. Ktoś może powiedzieć, że jak najbardziej jest to element realistyczny – skoro pruję 200 km/h nie powinnam się dziwić, że uderzenie w znak wyrzuci mnie z jezdni. Tyle tylko, że nawet zwalniając, wszelkie przeszkody ciężko jest minąć. O ile wspomniane znaki i palemki to kwestia jakiegoś naszego sensownego zabiegu, tak już inne pojazdy na trasie, zajeżdżające drogę bardziej chamsko niż te czerwone z Road Fighter, są arcytrudne do wyprzedzenia bez żadnej kolizji. Im dalej w las, tym ciemniej. Kolejne trasy to więcej zakrętów i przeciwników na nich.

Fajnym bajerem jest opcja zwiększenia immersji jazdy. Wpływa na nią nie tylko ta delikatność wozu w starciu z przeszkodami, ale także opcja jazdy w 3D! Oryginalnie do gry dodawane były okulary, dzięki którym, po włączeniu odpowiedniej opcji, widok nieco się zmieniał. Szczerze mówiąc nie mogę się do tej kwestii bardziej odnieść, gdyż nie próbowałam w ten sposób się ścigać. Początkowo myślałam, że to tylko zmiana dnia na noc. Okazuje się jednak, że Square ten patent wykorzystało wcześniej w 3D World Runner. Sam pomysł raczej nie zagościł na dłużej, teraz patrzymy na to jako ciekawostkę, niemniej należy docenić, że już pod koniec lat 80. próbowano w taki sposób urozmaicić rozgrywkę.

Dzięki temu grafika wygląda naprawdę dobrze. Fajnie prezentuje się zbliżanie obiektów, widać, że najpierw są oddalone, co teoretycznie pozwala na wystarczająco szybkie przygotowanie się do zmierzenia z nimi. Bez 3D gra i tak daje czadu. Im dalsze trasy, tym lepsze robią wrażenie. Na największą uwagę zasługuje druga, kiedy jedziemy przez oświetlone miasto. Świetnie prezentują się modele naszych wozów. Melodie również dobrze sprawdzają się w czasie długich podróży, choć nic na dłużej nie wpadło mi w ucho.

Na pewno Rad Racer jest wyzwaniem dla fanów ścigałek. Niedzielni gracze nie mają tu co robić, może z wyjątkiem zachwycania się grafiką. Brakowało mi nieco możliwości zmiany poziomu trudności, twórcy mogli też jakoś urozmaicić nam jazdę i zaoferować dwa różne tryby w zależności od wybranego wozu. Niestety, nie skorzystali z tego, co zawęziło im grono odbiorców. Choć nie jest to RPG, Square i tak pokazało klasę.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz