20 września 2021

Shadowgate

Jedną z pierwszych recenzji, którą zamieściłam na Retrobibliotece, była ocena NES-owego Deja Vu. Przygodówka point’n’click do rozegrania na padzie, do tego całkiem wciągająca historia – nie spodziewałam się, że coś takiego może się udać poza pecetem. Choć nie jest to mój ulubiony gatunek, sięgnęłam po inny klasyk stworzony przez tę samą ekipę, Shadowgate od Seiko, wydany w 1989 roku, czyli rok przed premierą wspomnianego tytułu.

Gra przenosi nas w świat fantastyczny. Główny bohater niewiele pamięta, jednak resztką sił przypomina sobie, co usłyszał przed amnezją. Jego zadaniem jest dotarcie do zamku Shadowgate. To misja, którą otrzymał od druida Lakmira. Po co zmierzamy do tego miejsca? Czarnoksiężnik planuje ożywić Behemota i sprowadzić chaos na uporządkowany świat, natomiast przeszkodzić ma mu nie kto inny, jak właśnie nasz tajemniczy protagonista. Po poznaniu tej historii ruszamy do walki ze złem.

Nasz ekran podzielony jest na kilka części. W jednej z nich pojawia się ekran z widokiem z oczu bohatera, czyli to, co mamy przed sobą. Reszta to mini mapka, lista posiadanych przez nas rzeczy oraz masa interakcji, jakie możemy wykonać. A zatem, mamy możliwość spojrzenia na coś (wówczas u dołu ekranu pojawia się jakaś informacja lub wskazówka), użycia, wzięcia, otwarcia, zamknięcia, uderzenia, powiedzenia czy opuszczenia. Co ciekawe, mamy także opcję zapisania stanu gry, co wcale nie było oczywiste w przypadku produkcji NES-owych.

Uczciwie należy przyznać, że gra jest trudniejsza niż wspomniane we wstępie Deja Vu. Czeka nas więcej nieoczywistych zagadek, środowisko wydaje się być bardziej otwarte. Część lokacji to oczywiście pomieszczenia, ale w jaskiniach czy w przypadku konfrontacji z przeciwnikami wydaje nam się, że mamy masę możliwości, przy czym żadna nie jest właściwa. Innymi słowy, ciężko o jakąś intuicyjność, trzeba zrobić kilka podejść, by w ogóle wkręcić się w ten system. Gra z minuty na minutę coraz bardziej się rozwija, chcemy poznać wyjaśnienie zagadek, jakie pojawiają się na trasie, dlatego warto przecierpieć dość ciężki początek.

Grafika jest bardzo ładna i przyjemna. Interfejs nie zlewa się z ekranem widoku z oczu, jest czytelny, trochę się możemy gubić, mając masę ekwipunku, ale to kwestia rozgrywki, nie rozwiązań graficznych. Co by się nie działo, jest komentowane przez narratora, każda fraza wygląda, jakby była pisana piórem. Super. Muzyka też daje radę, w zależności od rozwoju akcji jest mocna i dynamiczna lub z lekka tajemnicza. Nigdy nie możemy czuć się spokojni.

W moim odczuciu Shadowgate jest grą ciekawą i wciągającą. Wiele razy, próbując rozwiązać jakiś problem, będziemy nacinać się na nieprzyjemne dla nas zakończenia, ale to tylko wzmocni chęć rozwiązania ostatecznej misji. Przedmiotów jest od groma, co nieco komplikuje sprawę, ale dzięki temu nie kończymy gry w 5 minut. Pamiętajmy, że na NES-ie nie pojawiało się wiele gier tego gatunku, tym bardziej powinniśmy doceniać to, co dostaliśmy.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *