Shining Force: Resurrection of the Dark Dragon

Shining Force: Resurrection of the Dark Dragon to remake popularnej odsłony serii na konsolę Sega Genesis – Shining Force: The Legacy of Great Intention. Tytuł sam w sobie może nie najgorszy, ale w porównaniu z innymi taktycznymi RPG-ami wydanymi w podobnym okresie po prostu irytujący brakiem dopracowania i szeregiem trudnych do zrozumienia rozwiązań technicznych.

Głównym bohaterem jest Max – wojownik, który nie pamięta swojej przeszłości. Nietrudno się domyślić, że właśnie nasz heros będzie miał za zadanie uratować świat przed pradawnym złem, czekającym niecierpliwie na to, by wydostać się na wolność. Do tego dochodzą motywy znane z masy innych gier – inwazja wrogiego królestwa, tworzenie ruchu oporu i szereg wydumanych rozterek moralnych, z którymi mierzą się nasze postacie podczas podróży przez bezkres pól wojny. Niestety, wszystko aż po czubki uszu oklepane i przetrawione na długo przed wydaniem tego tytułu.

Graficznie, niestety, Shining Force także nie prezentuje się specjalnie dobrze. Wielkie pixelartowe postacie bohaterów mają nawet trochę baśniowego uroku, ale muszą poruszać się po kiepsko zaprojektowanych i narysowanych mapach, co znacznie osłabia ich czar. W zasadzie godne uwagi są tutaj jedynie animacje podczas walki oraz portrety występujących w grze bohaterów.

Ani fabuła, ani pozostawiająca wiele do życzenia oprawa audiowizualna nie irytowały mnie jednak tak bardzo, jak system rozwoju postaci. Jak w kilku innych taktycznych RPG-ach, po osiągnięciu określonego poziomu postaci możemy ją awansować do nowej klasy. Resurrection of the Dark Dragon jest jednak chyba pierwszą grą, w której awans taki wiąże się z obniżeniem statystyk levelowanej postaci(!). To boli tym bardziej, że po awansie przyrost cech wcale nie jest tak szybki, jak przed nim. No i jest całkowicie, ale to całkowicie losowy.

Toporne sterowanie, odtwórcza fabuła i kiepski system rozwoju postaci skutecznie mnie odtrącały przez te wszystkie godziny, które poświęciłem na grę. Mimo to spędziłem przy niej sporo czasu, nie jest więc tak całkowicie do bani. SF to tytuł przede wszystkim dla miłośników taktycznych RPG-ów i chyba nikogo innego. Pozostaje całe pokolenie w tyle za dowolną częścią Fire Emblem na GBA.

Michał „Michu” Wysocki

Dodaj komentarz