Shrek: Hassle at the Castle

Nie tak dawno temu biadoliłem nad tym, że gry na podstawie filmów były na początku tego wieku koszmarne, a wyjątki od tej zasady tylko ją potwierdzały. Do grupy lecących na łatwy hajs deweloperów zaliczali się zwłaszcza ci, którzy tworzyli gry na podstawie Shreka. Kultowa do dziś animacja obrodziła masą niegrywalnego chłamu, na samą konsolę GBA wyszło osiem tytułów. Aż dziw bierze, że jeden z nich trzyma naprawdę przyzwoity poziom.

Shrek: Hassle at the Castle to w zasadzie beat’ em up z leciutkimi elementami platformówki. Wiernie trzyma się fabuły pierwszego filmu, która koncentrowała się na podróży tytułowego ogra i jego kompana – osła – w celu uratowania królewny z wieży strzeżonej przez smoka. Gra dobrze oddaje scenariusz i klimat pierwowzoru, rozwijając nawet pewne wątki w filmie pominięte (jak choćby walka z rycerzami na bagnach). Fabuła podzielona jest na szereg pogrupowanych tematycznie misji, dzięki czemu nie musimy kończyć wszystkiego na jednym posiedzeniu albo zastanawiać się, w którym momencie rozgrywki akurat się znajdujemy.

Gra, z uwagi na swoją gatunkową przynależność, sprowadza się najczęściej do łojenia przeciwników w trakcie poruszanie się z lewej strony ekranu na prawą. Każda z kilku postaci do wyboru (zmieniają się w zależności od momentu w fabule) potrafi skakać, zadawać podstawowy cios, biegać i wykonywać cios specjalny (np. Shrek ryczy na cały głos, ogłuszając przeciwników). Misje są dość zróżnicowane. Oprócz przejścia planszy, musimy czasem kogoś złapać lub np. odprowadzić w konkretne miejsce. Co jakiś czas mapy oferują nam także bonusy (mój ulubiony to pyłek umożliwiający latanie – ten z pierwszej filmowej sceny z Osłem). Przyjemność płynąca z różnorodności jest jednak zakłócana przez nie zawsze dopracowaną mechanikę – z uwagi na to, że bieganie uruchamia się po przytrzymaniu klawisza ataku, timing siada i często giniemy w przepaści lub rozkwaszeni przez wroga. Co stało na przeszkodzie, by za bieg odpowiedzialny był inny przycisk?

Moja pozytywna ocena omawianego tytułu spowodowana jest przede wszystkim starannie przygotowaną grafiką. Nie są to może wyżyny pixel artu, ale widać, że twórcy poważnie potraktowali graczy oraz swoje kontrakty i przyłożyli się do oprawy, która jest nieporównywalnie lepsza niż np. w obrzydliwym Shrek Super Slam wydanym na tę samą konsolę. Hassle at the Castle oferuje kolorowe i przepełnione szczegółami mapy oraz dopasowaną do nich muzykę.

Gdyby wszystkie gry na podstawie filmów były tak dopracowane, jak przedstawiony dziś tytuł, wielu osobom oszczędzono by bezsilnego zgrzytania zębami. Shrek: Hassle at the Castle to niepozbawione wad, ale przyjemne połączenie mordobicia z baśniową platformówką, która powinna zaspokoić głód gier u wszystkich fanów zielonego ogra i jego głupkowatego przyjaciela. Polecam!

Michał „Michu” Wysocki

Dodaj komentarz