Top Player’s Tennis

Odkąd Agnieszka Radwańska przeszła na sportową emeryturę, w naszym kraju mówi się nieco mniej o tenisie ziemnym. Jako że jest to sport wymagający nie tylko ogromnego talentu i wysiłku, ale także nakładów finansowych pozwalających na odpowiedni rozwój i treningi, pozostaje mimo wszystko w pewnej niszy, w odróżnieniu choćby od piłki nożnej, w którą da się grać nawet na podwórku, o orlikach i boiskach nie wspominając. Tymczasem warto przypomnieć sobie, że przed dość znaną serią traktującą o wymienionej wyżej dyscyplinie, Virtua Tennis, pojawiło się kilka tytułów na NES-a, w tym bardzo interesujące, wydane przez Asmik w 1990 r. w USA Top Player`s Tennis.

Zapewne nie jestem jedyną osobą, która zaczynała przygody z wirtualnym tenisem na NES-ie od gry znanej ze składanek, gdzie nasz słynny Jumpman/Mario przejmował rolę sędziego. Od razu jednak widać, że Top Player`s Tennis sygnowane nazwiskami Chris Evert i Ivana Lendla jest tytułem dojrzalszym i poważniejszym. Tym, co zwraca uwagę na samym początku, jest mnogość opcji do wyboru. Dostępne są single i deble, można je rozgrywać z AI oraz kumplem, zaś kiedy odczujemy, że osiągnęliśmy wyższy poziom sportowego wtajemniczenia, ruszamy na podbój znanych turniejów, jak choćby Wimbledonu czy U.S. Open. Nie mogło oczywiście zabraknąć jakiejś formy autoreklamy, stąd głównym wydarzeniem jest Asmik Open, gdzie zbieżność nazwy z wydawcą absolutnie nie jest przypadkowa.

Kiedy zdecydujemy się na wystartowanie w większej imprezie, tworzymy postać, którą przyjdzie nam sterować. Okazuje się, że nasze wybory nie ograniczają się do sfery czysto wizualnej, dotyczącej w zasadzie wyłącznie płci, przy czym można sięgnąć po którąś z gwiazd. Otrzymujemy pulę punktów, możemy je rozdysponować między kilka cech postaci: siłę, szybkość, wytrzymałość, podkręcanie, umiejętności, skupienie, zwinność i „cudowność” (?). Nie ma to ogromnego wpływu na grę, ale dobrze działa jako efekt placebo. Mamy poczucie, że nasza postać jest dopakowana i to na dodatek wedle naszego wspaniałego pomysłu.

Zawodnicy prezentują się nieźle na korcie. O ile mam pewne obiekcje względem serwisów, gdyż ciężko porządnie wycelować w to miejsce, w które się chce, o tyle pozostałej części rozgrywki należą się słowa uznania. Choć standardowo uderzenia mamy krótkie oraz dalsze/loby, ewidentnie nie są tak bardzo do siebie podobne. Konsola nas „słucha” i najczęściej udaje się piłkę posłać w odpowiednie miejsce. Owszem, trafiają się auty, uderzenia w siatkę i pudła, ale czuć, że wówczas nasze odbicie było nieczyste. Szczególne wrażenie i satysfakcję dają te akcje, po których nasz przeciwnik rzuca się na piłkę, ale została uderzona z taką siłą i precyzją, że nie może już jej zgarnąć. Do tego dochodzi naprawdę uczciwe AI. Nawet grając w debla, będąc w drużynie z „komputerem”, nasz partner gra podobnie jak przeciwnik, ma zagrania świetne, ale też popełnia błędy. To dodaje realizmu naszym zmaganiom i sprawia, że są wyrównane.

Grafika prezentuje się nie najgorzej. Z jednej strony statystyki oraz wygląd postaci jak na NES-a robią wrażenie, z drugiej – mamy proste korty, różniące się w zasadzie kolorami, kamera ustawiona jest w taki sposób, że nie widać publiki, więc tak naprawdę graficy musieli stworzyć zawodników, sędziego głównego i troje bocznych. Oni również nie powalają, jeśli chodzi o ubarwienie. W ogóle odniosłam wrażenie, że gameplay, choć ciekawy i absorbujący, wygląda gorzej niż ekran tytułowy (bardzo dokładne przedstawienie naszych gwiazd) oraz inne dostępne opcje. Na plus z pewnością należy zaliczyć tablicę wyników, niemniej to kolejna rzecz, która po prostu jest wyświetlona. To, co zmienia się na naszych oczach, nie jest tak porządne, jak mogłoby być.

Za wiele muzyki w grze nie uświadczymy. Dźwięki kibiców, odbić, do tego lektor czytający wynik meczu. Wydaje mi się, że to zupełnie wystarcza, ponieważ różne muzyczki nie dekoncentrują w czasie walki o jak najlepszy wynik. W NES-owskim Tennisie takowe się pojawiały, ale jak już pisałam, to był raczej tytuł utrzymany w nieco żartobliwej, a przynajmniej niezbyt poważnej konwencji. Tymczasem intro jest takie trochę smutne, zaś potem twórcy rezygnują z muzyki.

Jeżeli ktoś jest fanem tenisa, Top Player`s Tennis będzie dla niego pozycją obowiązkową. To dość wiernie, jak na realia NES-a, oddany tytuł, daje satysfakcję z rozgrywania meczów i poczucie, że jakość naszych uderzeń na korcie naprawdę coś znaczy. Wielość turniejów zapewnia długą rozrywkę, do tego dochodzi opcja multiplayer, co niemal zawsze udoskonala posiedzenia przed konsolką. Skoro Isia już nie występuje na turniejach, czas naleźć jej następcę!

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz