Wario’s Woods

Pisząc recenzje mam często tak, że lubię postawić jakąś tezę lub skupić się na tym, co wyróżnia dany tytuł na tle innych. Ostatecznie chyba wszyscy szukamy wyjątkowych doświadczeń, a czytając teksty o grach dopatrujemy się tego, co najtrafniej pozwoli nam uchwycić ideę, klimat i charakter rozgrywki. Ta formuła okazuje się też być przydatna ściśle pisarsko, dając jakiś subiektywny punkt zaczepienia do tego, by opowiedzieć o czymś więcej niż fakty i spojrzeć na grę nieco szerzej niż tylko w kontekście rozrywki. A wspominam o tym, między innymi, dlatego, bo zamierzam zacząć dosyć odważnie i jednoznacznie – stwierdzeniem, że Wario’s Woods to najlepsza, łącząca elementy stricte logiczne i zręcznościowe, gra na SNES-a, a pewnie i nie tylko.

Co dalej? Rzut okiem na screeny i już macie pewien ogląd dotyczący rozgrywki. Ach, te wszystkie spadające klocki, klony i wariacje Tetrisa, Dr. Mario czy Shariki (którego schemat zapewne znacie z wydanych znacznie później serii Bejeweled lub Puzzle Quest). A jednak, mimo pozorów, Wario’s Woods wyróżnia się spośród tych tytułów tak znacząco, że bez wątpliwości można uznać go za samodzielną pozycję, z zupełnie własną tożsamością i formułą, która być może, tylko być może, pozostaje niepobita aż do dziś. Podstawowym wyznacznikiem WW jest zapewne to, że zamiast obserwować czy obracać pojawiające się nowe elementy, w tym wypadku kolorowe leśne stworki i bomby, sterujecie postacią pociesznego Toada (pierwsza główna rola w historii!) znanego z uniwersum Mario. Nasz mały grzybek jest w stanie poruszać się, wspinać i ślizgać, a także podmieniać i podnosić obiekty lub ich całe kolumny widoczne na ekranie. Wszystko w celu wyczyszczenia pola gry, poprzez układanie i wysadzanie jednokolorowych linii, w określonym limicie czasu. Czasem będą to linie poziome i pionowe, a później, także ukośne lub wymagające podwójnego wysadzenia. Wszystko w bajkowej oprawie graficznej i okazyjnych poziomach z tytułowym Wario, gdzie czekają na was dodatkowe utrudnienia. A poza głównym trybem rozgrywki są jeszcze te dodatkowe, w tym niezwykle miodny tryb starcia dla dwóch graczy, przy którym można spędzić długie, jesienne godziny.

Co poza oryginalnym pomysłem z poprzedniego akapitu sprawia, że Wario’s Woods jest takie wyjątkowe? Chyba to, że w swojej istocie gra okazuje się z czasem trochę gatunkowym odpowiednikiem tych wszystkich ekstremalnych strzelanin, gdzie pociski zasypują cały ekran, a akcja potrafi nabrać naprawdę zawrotnego tempa. Ostatnim ogniwem na liście wszystkich tetrisopodobnych produkcji. Kolory mienią się w oczach, czas biegnie, kurczy się przestrzeń, a momentami nowe obiekty spadają na nas prawdziwym deszczem. Nie ma przy tym jednak nachalnego chaosu ani efekciarstwa czy przeładowania mechanikami, nie na podobieństwach graficznych polega też to porównanie. Wario’s Woods to ostatecznie wciąż dość prosta, ale pomysłowa potyczka logiczno-zręcznościowa, która tak jak dobry bullet hell, potrafi wycisnąć z gracza siódme poty. Wszystko umożliwia doskonale sprawdzający się w praktyce gameplay oraz świetnie zaprojektowany zestaw plansz. To prawda, może to być pozycja wymagająca, a niektóre wyzwania mogą początkowo przytłaczać, ale bez obaw, poziom trudności w grze rośnie bardzo łagodnie i w miarę równo, a zanim dotrzecie do najtrudniejszych starć, zostaniecie przetestowani i przygotowani. I jeśli tylko po spokojnych początkach nie zaczniecie oczekiwać odprężającego spaceru po… lesie, rodem z mahjonga, to ewentualna frustracja nie powinna przez długi czas przekraczać bezpiecznych poziomów.

Wario’s Woods to jedna z pierwszych gier z karykaturalnym arcywrogiem Mario, wydana na konsolę Super Nintendo pod koniec roku 1994. I choć Wario pojawia się tylko w formie straszaka oraz bohatera scenek pomiędzy poziomami, to zwłaszcza z oprawą muzyczną, dodaje grze sporo wdzięku i charakterystycznego klimatu komediowego. Zdecydowanie polecam, zwłaszcza fanom gier logicznych, którzy nie boją się łamigłówek rozwiązywanych pod presją zręczności i czasu, a lubią przetestować się w nowym wyzwaniu. Ta gra ma pod tym względem wszystko.

Jazzwhisky

Dodaj komentarz