Wild Arms XF

Jednym z moich ulubionych gatunków zawsze były jRPG-i. Odpowiadało mi w nich praktycznie wszystko – klimat, humor, postaci, z reguły genialna muzyka wybitnych japońskich twórców. Jak wiadomo, nie są to gry, które przechodzi się szybko. Wymagają ekspienia, ale też pewnego wczucia się w fabułę, co nie zakłada pośpiechu, jeśli nie jest się speedrunnerem. Z radością więc przyjęłam fakt, że korzystając z PSP mogę je mieć w każdym miejscu, bez konieczności ciągnięcia za sobą telewizora czy nawet samej większej konsoli. Oprócz wielu konwersji hitów z PSX-a, jak choćby Tales of Eternia, oraz SNES-a – Final Fantasy IV, PlayStation Portable posiada też własne świetne tytuły. Jednym z nich jest kontynuacja serii z Szaraka, Wild Arms XF.

Omawiany tytuł nie jest klasycznym erpegiem, ale czymś pomiędzy tym gatunkiem a strategią a`la Fina Fantasy Tactics. Fabułę poznajemy dzięki licznym dialogom (jeśli komuś zależy wyłącznie na rozgrywce, śmiało może sobie grę odpuścić), nawet odwiedzanie konkretnych miejsc odbywa się w sposób specyficzny, gdyż nie chodzimy po nich bezpośrednio, a jedynie wskazujemy, w jakie miejsca ma się udać nasza postać w celu zakupu lub wymiany plotek. Akcję popychają właśnie turowe walki, z których właściwie każda jest osobnym questem. Po niej następuje kolejna ściana tekstu, po której znów musi dojść do potyczki.

Naszą główną bohaterką jest 17-letnia Clarissa. Rezolutną dziewczynę poznajemy już na początku gry, kiedy startuje do pojedynku z Rupertem, zabójcą jej matki. Oczywiście, gdyby ta potyczka rozstrzygnęła się już wtedy, cała gra nie miałaby racji bytu. Clarissa otrzymuje wsparcie od Feliusa, swojego przyrodniego brata, jednak mimo to Rupertowi udaje się uciec. Rodzeństwo postanawia ruszyć jego tropem, ale przy okazji rodzinnych porachunków wplątuje się również w szerszą intrygę walczących ze sobą królestw, szczególnie gdy okazuje się, że Clarissa jest niezwykle podobna do zmarłej królewny jednego z nich. Z czasem do dwójki bohaterów dołącza więcej towarzyszy, w tym zwierzę, co nadaje kolorytu rozgrywce i staje się pretekstem do typowo japońskich gagów.

Fabularna część rozgrywki, jak wspomniano, opiera się przede wszystkim na przewijaniu dialogów. Choć tekstu jest sporo, towarzyszy mu ciepła i przyjemna animacja. Obok mówiącej postaci pojawia się dymek z jej tekstem, jednak jeśli ton rozmowy się zmienia, inaczej wygląda wyraz twarzy protagonisty. Co ważne, rozmowy nie są zwykłymi dialogami, ale pojawiają się jakby pod rysunkiem postaci, nie rusza ona w tym czasie ustami, co jednak jest sporym komfortem dla twórców, gdyż ich ruch nie musi współgrać z dźwiękiem. Wyszło całkiem nieźle. W naszej podróży zwiedzamy również konkretne miejscowości. Tak naprawdę nie trzeba wiele kombinować, ponieważ cele są jasno sprecyzowane, zaś wykrzykniki w konkretnym kolorze, pojawiające się obok interlokutorów, wskazują, jakie mają do nas odniesienie i czy ewentualna zaczepka zakończy się bójką. Nie chodzimy jednak „fizycznie” po miejscowościach, ale mamy paski z nazwami i musimy je zaznaczyć, jeśli chcemy pójść do baru lub na zakupy.

Jak na taktycznego RPG-a przystało, nieco miejsca należy poświęcić walkom. Podobnie jak u innych przedstawicieli gatunku, tak w Wild Arms XF mamy przed sobą planszę podzieloną na poszczególne wieloboki (coś jak w Heroes of Might and Magic). Każda z postaci, kiedy ma swój ruch, może zdecydować, czy chce podejść (wówczas podświetlają się miejsca, na których może stanąć), użyć magii (opcja Originals, często nie można z niej skorzystać, gdy bohater już się ruszy), sięgnąć po przedmiot (Item) lub zaatakować. Świetnie prezentuje się interfejs. Jest bardzo czytelny i nie znajduje się w nim natłok liczb i nieznanych skrótów, ale rzeczywiście najważniejsze dane każdej z postaci. W tym miejscu trzeba pochwalić tutorial. Każdy kolejny quest wprowadza użycie nowej opcji i jej działanie jest tłumaczone na początku każdej walki. Dzięki temu gracz nie ma przesytu informacji na sam początek, zaś zdobytą wiedzę może, a w zasadzie musi, wykorzystać w praktyce. Z czasem każdej z postaci można nadać inną klasę. Wybór tej najlepszej należy do samego gracza, ponieważ sam wie, jaka taktyka najbardziej mu odpowiada. Niektóre misje wymuszają na użytkowniku sięgnięcie po kolejną klasę, gdyż bez tego nie byłby w stanie pokonać przeciwnika. Co ważne, można je zmieniać w trakcie gry i dzięki temu uczyć postać nowych umiejętności.

Ważną cechą gier fabularnych jest charakterystyka postaci. W końcu o tym, czy zżyjemy się z naszym bohaterem i będziemy chętnie powracać do jego przygód decyduje ich zapamiętywalność. Wiąże się to z nadaniem ciekawego charakteru, często niejednoznacznego, najlepiej także dynamicznego. Swoje robi również humor. Nasza najważniejsza dwójka, czyli Clarissa i Felius, charakterologicznie się uzupełniają. Dziewczyna zachowuje się jak wiele infantylnych postaci z anime, ale budzi sympatię. Z kolei jej przyrodni brat pełni w duecie rolę „tego odpowiedzialnego”. Chroni młodszą siostrę i zapewnia bezpieczeństwo ekipie. Często w jRPG-ach historie napędza specyficzne poczucie humoru, powszechne są żarty sytuacyjne. W Wild Arms XF też się pojawiają i są całkiem sympatyczne.

Grafika jest kolorowa i śliczna. Dialogi między postaciami (poza walkami) wyglądają bardzo komiksowo, co także należy zaliczyć na plus. Nawet dymki z dialogami nie gryzą się z otoczeniem, choć mają specyficzny kolor w porównaniu z używaną w grze paletą. Z kolei muzyka to majstersztyk. Już pierwszy tytułowy utwór jest wariacją znanej melodii z PSX-owej części pierwszego Wild Arms. Co zrobić, jeśli któryś z utworów nas męczy i nuży? Wystarczy wejść w menu i go usunąć z playlisty. To świetne rozwiązanie, które pozwala na słuchanie wyłącznie tego, na co mamy ochotę.

Przyznaję, że dużo bliższe są mi klasyczne jRPG-i, jednak omawiany tytuł ma swój urok. Jeżeli ktoś jest fanem twardych, efektownych pojedynków, tutaj ich nie uświadczy. To gra dla ludzi, którzy chętniej używają umysłu niż miecza (zręcznych palców), ponieważ niektóre potyczki rozgrywa się niemal jak szachy. Fabuła jest ciekawa, choć początkowo łatwo się w nazwach pogubić. Im dłużej gra się w Wild Arms XF, tym ciężej się od niego oderwać. Nie ma się jednak co martwić tym, że za szybko się tytuł ukończy, bo po przejściu można spróbować kolejny raz dzięki opcji New Game+.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz