Zatch Bell! Electric Arena

Weekly Shōnen Sunday to jeden z kilku zasłużonych w Japonii magazynów publikujących krótkie rozdziały mang, głównie z gatunku szeroko rozumianego shonen. Przykładem takiego tytułu jest nieznane szerzej w Polsce Zatch Bell! (Golden Gash!), które oprócz serii anime dorobiło się dziesięciu gier, w tym aż połowy na Game Boy’a Advance. Na tę platformę zaserwowano graczom beat ’em upa, karciankę i trzy bijatyki, z czego jedną na rynku zachodnim wydało Bandai.

Z uwagi na to, że nie znam pierwowzoru ani w wersji komiksowej, ani animowanej, trudno odnieść mi się jednoznacznie do fabuły. Scenariusz opiera się na założeniu, że nasz bohater razem z przybyłą z innego wymiaru kukiełką staczają serię pojedynków, które wyłonią jedynego króla magicznego uniwersum. Na naszej drodze staną przyjaciele i wrogowie oraz tajna organizacja. Trudno jednak powiedzieć coś więcej, ponieważ w przeciwieństwie do kilku innych dobrych tytułów z GBA, ta bijatyka ma tak poszatkowaną fabułę, że nic nie trzyma się kupy. Postacie zachowują się niekonsekwentnie oraz irracjonalnie, brak tutaj poważniejszych związków przyczynowo-skutkowych. Może fani mangi są w stanie zapełnić luki znaną sobie opowieścią, ale pod tym względem gra wypada strasznie blado.

Sam gameplay jest natomiast bardzo specyficzny. Kierujemy jednocześnie dwoma postaciami – kukiełką oraz jej panem, przy czym zakres ruchów tej pierwszej jest lekko randomizowany. Posiadamy zaledwie kilka podstawowych ciosów oraz specjali, które aktywują się po napełnieniu paska energii. Energię można wykorzystać także do włączenia trybu auto dla kukiełki, w czasie którego będzie ona walczyła bez naszego sterowania. Oprócz trybu fabularnego gra oferuje szereg minigier, trybów specjalnych i sekretów czekających na odkrycie. W tym zakresie Zatch Bell! Electric Arena jest bardzo dobrze rozbudowana.

Całkiem nieźle prezentuje się także oprawa wizualna. Wojownicy oraz ich podopieczni są znakomicie narysowani, a ataki różnorodne i dopieszczone w szczegółach. Niemal każda z postaci ma charakterystyczną postawę lub styl poruszania się, co także wpływa na wysoką notę w tym aspekcie. Plansze podczas walk wykonano starannie, czego jednak nie można powiedzieć o przerywnikach fabularnych. Nie wiem jednak, na ile mój osąd został zdominowany przez omówione zastrzeżenia do scenariusza. Ścieżka dźwiękowa jest absolutnie neutralna.

Zatch Bell! Electric Arena podąża sprawdzoną drogą bijatyk na handhelda, które powinny mieć prostą fabułę, ładną pikselową oprawę i jeden charakterystyczny element mechaniki odróżniający je od reszty przedstawicieli gatunku (zob. np. Digimon Battle Spirit lub Recca no Honoo: Flame of Recca). Wielka szkoda, że kolejne części serii nie zostały nigdy przetłumaczone na zachodni język – wydaje mi się, że umocniłoby to pozycję Zatch Bell! nie tylko na growym rynku.

Michał „Michu” Wysocki

Dodaj komentarz