Dance Aerobics

Współcześnie coraz bardziej promuje się zdrowy styl życia oraz walkę o piękną sylwetkę. Mężczyźni najczęściej inwestują w kulturystykę, z kolei kobiety, dzieląc się na fanki Chodakowskiej i Lewandowskiej, koncentrują się na szeroko pojętym fitnessie. Oczywiście, jest to duże uproszczenie, niemniej jednak patrząc przez pryzmat ogółu można dojść do takich wniosków. Choć wielu „ekspertów” wskazuje na gry jako problem w aspekcie moralnym, ale i zdrowotnym, niewątpliwie odgrywają one również ważną rolę w zachęcaniu do sportu. Ogromny sukces odniosło choćby słynne Wii Sports, jednak już wiele lat wcześniej Nintendo postanowiło powalczyć o gracza, docelowo nawet graczkę, swoim Dance Aerobics wydanym w 1989 roku na NES-a.

W odróżnieniu od większości przedstawianych tutaj gier na tę konsolę (piszę większości, gdyż pojawiło się w końcu Duck Hunt) nie będziemy w niej używać pada. W naszym kraju nie przyjęło się zbyt wiele dodatkowych elementów do tejże maszynki, zresztą mieliśmy i tak podróbki, jednak w Stanach i Japonii próbowano dodawać rozgrywce kolorytu. W przypadku Dance Aerobics była to służąca do ćwiczenia mata, przypominająca nieco tę, którą znamy z gry Twister. Podłączało się ją i w odpowiednim momencie należało naciskać wskazane przyciski.

Jak to wygląda w praktyce? Przed naszymi oczami ukazana jest kobieta w stroju, powiedzmy, sportowym i wykonuje różne ćwiczenia. U dołu ekranu mamy ukazane, które przyciski mamy ogarnąć. W interfejsie pojawia się także informacja o tym, na którym jesteśmy poziomie, ile błędów popełniliśmy oraz ile jeszcze ćwiczeń pozostało. Cały czas jesteśmy dopingowani, kiedy powtarzamy ten sam manewr. Trzeba przyznać, że działa to sprawnie.

Generalnie zadanie czeka nas dość trudne, bo wykonywanie systematycznie ćwiczeń z poziomu na poziom jest coraz trudniejsze. Osobie wysokiej może być dużo ciężej równocześnie zaliczać dalsze poziomy i samemu wykonywać je prawidłowo. Osobiście ten problem mnie nie dotyczy, jednak różni ludzie po produkcję sięgają.

Bardzo ciekawą opcją, wykorzystującą matę, choć niekoniecznie związaną z ćwiczeniami jako takimi, jest tryb odtwarzania muzyki. Otrzymujemy pięciolinię i mamy za zadanie wygrać na niej odpowiednie melodie, choćby tę znaną ze śpiewanej wersji alfabetu po angielsku. Podobnie jak w przypadku aerobiku, naszym zadaniem jest wciskanie odpowiednich przycisków na macie, aby całość tworzyła coś, czego da się słuchać.

Graficznie produkcja się broni. Osobne levele to nie tylko coraz wymyślniejsze ćwiczenia, ale również zmieniające się warunki ich wykonywania. Za oknem w nowych planszach są inne widoki, ćwiczące panie również zmieniają strój, do tego w dymkach pojawiają się wspierające hasła, mówiące nam, że damy radę i świetnie nam idzie. Dźwięk też daje radę, w końcu da się zrozumieć, jakie hasła padają w naszym kierunku, melodia jest na tyle spokojna, że raczej rytm wyznaczają pokrzykiwania a nie ona, jednak dzięki temu łatwiej ogarnąć, które ćwiczenie mamy wykonać.

Na pewno ogromnym problemem tego tytułu jest jego przystępność. Dość trudno zdobyć matę po okazyjnej cenie. Do tego większość osób, które chcą poćwiczyć, może sobie odpalić setki filmików i nie potrzebuje do tego gry na NES-a. Mimo to, jeżeli istnieje taka opcja, warto pobawić się z Dance Aerobic, bo to zupełnie inne doświadczenie dla użytkowników tej konsoli. Na plus pomysł i wykonanie, choć szkoda, że nie ma jakiejś lżejszej opcji z padem, żeby faktycznie gra trafiła do większej ilości odbiorców.

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz