Piłkarskie gry na NES-a

Piłka nożna jest jednym z najbardziej popularnych i medialnych sportów w Polsce. Bez względu na wyniki naszej kadry mecze Biało-Czerwonych śledzą z zapartym tchem miliony rodaków. Przed telewizory przyciągają nie tylko wielkie turnieje, które są transmitowane, ale także konsole i komputery, umożliwiające przejęcie sterów nad swoimi idolami i doprowadzenie ich do zdobycia największych laurów. Obecnie na scenie gier wideo królują dwie produkcje piłkarskie. Serie FIFA oraz Pro Evolution Soccer wydają się nie mieć konkurencji. Warto jednak cofnąć się o kilka lat i odkryć piłkarskie hity, które zostały wydane w Europie i Stanach Zjednoczonych na NES-a. Daty podane według premier na naszym kontynencie. Według mnie najlepiej prezentują się tytuły uprzednio wydane w Japonii, czyli Nintendo World Cup oraz Tecmo Cup Soccer, jednak zachęcam do wyrobienia sobie własnej opinii.

Soccer (Nintendo 1987)

Najstarszą grą w zestawieniu jest znana głównie ze składanek na Pegasusa w stylu „9999999 in 1” gra Soccer. Mimo prostoty i ogromnej dozy umowności (jakby nie patrzeć, chyba każda piłkarska gra na NES-a opiera się na tym), to tytuł bardzo grywalny. Już samo uruchomienie zachęca do podjęcia rywalizacji – oczom gracza ukazuje się nazwa produkcji mieniąca się w stylu neonów widzianych w miastach nocą, a w tle przygrywa skoczna melodia, dopingująca do walki. Gracz może podjąć rywalizację z AI lub żywym kolegą, wybrać jeden z 7 krajów (niestety, bez Polski), ustawić poziom trudności oraz długość spotkania. Po ustaleniu wszystkich parametrów czekamy na gwizdek i ruszamy na bramkę przeciwnika. Co ciekawe, zawodnicy poszczególnych drużyn są względnie podobni do prawdziwych przedstawicieli swoich nacji. Oczywiście nie mam na myśli mimiki twarzy i postury, gdyż tutaj różnic nie ma, ale choćby kolor skóry – Brazylijczycy mają ciemniejszą karnację niż Amerykanie. Gracz steruje jednym zawodnikiem, może też przejmować rolę bramkarza przy obronie strzału. Samej rozgrywce towarzyszy równie radosna melodia co w menu, a do tego niesamowicie przyjemne dla ucha odgłosy kopania piłki.

Goal! (Jaleco 1989)

Rok po premierze Soccer na salony wszedł Goal! Sam tytuł zakończony ekspresyjnie sygnalizował emocjonujące rozgrywki. Po włączeniu gry pojawia się jej nazwa na pół ekranu, a obok biegnący piłkarz. Podobnie jak wyżej, można grać we dwoje (ciężko sobie wyobrazić brak tej opcji w grze sportowej, ale jak się później okaże, można się bez tego obyć). Wśród opcji rozgrywki pojawia się tryb turniejowy, trening – ćwiczenie akcji, a także występ na Mistrzostwach Świata. U góry ekranu pojawia się zresztą sam puchar, łudząco podobny do prawdziwego. Mistrzostwa rozpoczynają się od fazy grupowej. Co najważniejsze – wśród grywalnych drużyn jest również Polska! Zawodnicy są do siebie podobni, odróżnia ich głównie kolor strojów. Boisko widoczne jest pod pewnym kątem, w rzucie izometrycznym, ale obraz pozwala na dobrą kontrolę akcji, wyraźnie widać, gdzie są partnerzy, a gdzie przeciwnicy. W przypadku wyboru opcji Mistrzostw nie musimy rozgrywać całego turnieju od razu. Po każdym meczu pojawiają się passwordy, co pozwala na dozowanie przyjemności.

Nintendo World Cup (Technos/Nintendo 1990)

Jak dla mnie jest to numer jeden wśród gier piłkarskich na NES-ie. Nie wiem, który czynnik zwyciężył: czy to miłość do przygód Kunia, humor, a może dość zaawansowany wybór taktyki? W każdym razie, tytuł wyraźnie różnił się od konkurentów. Menu główne nie jest szczególnie zachwycające, ale najlepsze rozpoczyna się po wyborze trybu (turniej lub mecz towarzyski). Następnie decydujemy, którym teamem chcemy kierować, majstrujemy przy formacji i podejmujemy nieco mniejsze decyzje dotyczące ataku i obrony. Gracz steruje wyłącznie kapitanem drużyny, jednak kamera rusza za piłką. Możemy podpowiadać innym zawodnikom, co mają robić. W przypadku posiadania piłki krzyczymy by nam podali lub strzelali, kiedy to my się bronimy, wskazujemy kiedy mają atakować napastników drużyny przeciwnej. Co ważne, nie jest to atak, którego celem jest trafienie w piłkę. Nasi gracze najczęściej wykonują wślizg w nogi rywala, również od tyłu, czasem uderzają ich pięścią. Wszystkie chwyty dozwolone. Nokautowi przeciwników odpowiada odpowiedni grymas na twarzy. Co więcej, zawodnicy nie są do siebie podobni. Każdy ma jakąś specyficzną cechę, która sprawia, że można ich odróżnić. Grze towarzyszy przyjemna muzyka. Grafika również jest piękna, boiska prezentują się świetnie, o zawodnikach już wspomniano. Nintendo World Cup musi znaleźć się w zbiorach prawdziwych fanów piłki!

Tecmo World Cup Soccer (Tecmo 1991)

Tecmo, w kontekście NES-a słynące przede wszystkim ze świetnej i piekielnie trudnej serii Ninja Gaiden, wydało także sporo gier sportowych. Nas interesuje w tym zestawieniu piłka nożna, dlatego rozpoczynamy od ich pierwszej gry o tej tematyce, Tecmo World Cup Soccer. Podobnie jak wcześniejsze pozycje, stawia na mocne intro oraz oferuje rozgrywkę dla dwóch graczy. Cieszy obecność Polski wśród drużyn, które można wybrać. Choć w samym tytule jest mowa o turnieju, nie zetkniemy się z jakąś fazą grupową, czy zestawieniami – po wyborze teamu stajemy naprzeciw wybranego losowo rywala. Mecze są długie, ale za to dynamiczne, w przypadku braku rozstrzygnięcia decydują rzuty karne. Generalnie celem gry jest pokonanie wszystkich drużyn, które są do wyboru, jednak kolejność jest losowa. Pochwalić należy sterowanie, które jest bardzo dobrze dopasowane do pada, a także radość publiki po strzeleniu bramki. Boisko oglądamy z góry, więc ciężko zarzucić twórcom olanie twarzy zawodników (czuprynki wyglądają dobrze). Chyba trochę za mało innowacyjna, zwłaszcza w odniesieniu do rywali z Technos.

Tecmo Cup Soccer Game (Techmo 1992)

Rok przyszło nam czekać na rewolucję, choć tytuł oparty był na grze o popularnym także w naszym kraju anime Kapitan Tsubasa, zaś zmiany były zaledwie kosmetyczne. Przejmujemy stery nad drużyną Razors. Każdy z zawodników jest zindywidualizowany – ma inne imię, charakterystyczny wygląd, własne cechy ofensywne i defensywne. Główną postacią, która równocześnie ma najbardziej wyśrubowane skille, jest Robert – chłopak o typowo amerykańskiej urodzie, odpowiednik Tsubasy. Każdy mecz poprzedza odprawa. Trener wskazuje, kto z rywali może sprawić największy kłopot. Z reguły słabe drużyny złożone są z zawodników bez imion, z samymi numerami. Kiedy już ono pada, zapewne gracz ma jakąś lepszą umiejętność. Sam mecz przypomina trochę popularne anime. Kierujemy piłkarzem, który ma piłkę. W dowolnym momencie decydujemy, czy chcemy dalej biec, podać lub strzelić. Kiedy atakuje nas rywal również musimy podjąć decyzję – podanie, strzał, a może drybling? Ogólnie takie sterowanie zawodnikami jest ciekawe, ale jednak sprowadza się do pewnej losowości. O ile w przypadku ataków ofensywnych istnieje spora szansa na gola, o tyle w przypadku bramkarza ciężko zdecydować, czy łapać piłkę, czy ją wypiąstkować. Czasem nawet dużą bramkową przewagę można roztrwonić po kilku akcjach. Bardzo sympatycznym elementem jest wprowadzenie komentatora. Gość nawet nie kryje się z sympatią dla naszego klubu i przeżywa wydarzenia boiskowe razem z drużyną. Co ciekawe, Tecmo Cup Soccer Game jako jedyna produkcja na NES-a daje nam możliwość gry zespołami klubowymi, a nie reprezentacjami. Podsumowując, klasycznych fanów piłki kopanej pewnie nie zadowoli, bo w sumie kombinacji jest w niej więcej niż samej gry, ale jak dla mnie jest jedną z najlepszych na omawianą konsolę. Wolę wersję z Tsubasą, przez wzgląd na sympatię do kreskówki, ale Robert i ekipa też dają radę.

Goal! Two (Jaleco 1992)

1992 rok okazał się bardzo obfity w gry piłkarskie. Panowie z Jaleco postanowili stworzyć sequel swojej premierowej produkcji sportowej Goal! Większość zmian, które zaszły, należy zaliczyć na plus. Co prawda nie ma już bezpośredniego odniesienia do prawdziwych Mistrzostw Świata (niektórzy gracze bardziej niż gameplay cenią realizm, co często się przejawia we współczesnych sporach FIFA vs. PES), mamy zamiast tego Super Puchar (bez aluzji do realnego trofeum, to po prostu nazwa użyta na potrzeby gry), a także standardowo pojedynek z AI, drugim graczem lub wspólne starcie z komputerowo zaprogramowanym przeciwnikiem. Znów Polska znalazła się wśród zespołów grywalnych. Po przejęciu jednej z kadr wybieramy formację, następnie zaczynamy mecz. Rzut monetą – gwizdek sędziego i start! Zdecydowanie poprawiono pracę kamery. Większa część meczu nadal przedstawiona jest w rzucie izometrycznym, jednak perspektywa zmienia się w przypadku dalszych podań lub wybić. Każda zdobyta bramka kończy się dokładnie (jak na lata 90. i NES-a) zanimowaną cieszynką strzelca, której towarzyszy radość publiczności. Niestety, sterowanie jest dość toporne, co sprawia, że lepiej rozegrać kilka sparingów, nim przystąpi się do walki o Super Puchar. Mimo to gra była całkiem popularna, o czym świadczy dodanie w tytule w wydaniu francuskim nazwiska Erika Cantony, kontrowersyjnego, ale i genialnego gracza Manchesteru United i reprezentacji Trójkolorowych

Kick off (Imagineer 1992)

Bogata pod względem opcji, uboga w kwestii gameplayu. Niestety, wydaje mi się, że Kick Off jest najsłabszym tytułem w zestawieniu. Już suche menu główne z wrzaskami imitującymi głos publiczności nie zachęca. Grafika nie prezentuje się najlepiej, stosunkowo trudne wydaje się także sterowanie. Potrzeba dużej precyzji w zagraniach powoduje problem z płynnością gry – często zawodnicy wykopują piłkę na aut lub przy wślizgu trafiają w nogi przeciwnika zamiast w piłkę. Wspomniałam jednak, że Imagineer zapewnia fanom futbolu całkiem sporo opcji. Na pewno ogromną zaletą jest wypuszczenie gry w kilku wersjach językowych. Dla Polaków pewnie i tak najlepszą opcją byłby angielski, jednak warto wspomnieć, że Niemcy, Francuzi, Holendrzy i Włosi mogą przebierać wśród menusów w rodzimym języku. Tryby gry pozwalają na rozegranie meczu towarzyskiego, treningu, turnieju, a także całego sezonu. Bardziej szczegółowe opcje pozwalają wybrać choćby warunki atmosferyczne, poziom gry przeciwnika, szybkość gry lub rezygnację ze spalonych. Po wyborze parametrów, kiedy decydujemy się na konkretny tryb, pozostaje nam ogarnięcie składu. Nie przekłada się on na jakość gry, ale pogłębia immersję. Niestety, od momentu pierwszego gwizdka cały klimat pada – wspomniane wyżej wady związane ze sterowaniem, gra z lotu ptaka i widok miniaturowego boiska, które kształtem i proporcjami nie przypominają prawdziwego. Na dodatek brak naszej kadry do wyboru.

Konami Hyper Soccer (Konami 1992)

Na koniec zestawienia propozycja od znanej i lubianej firmy Konami. Tworząc słynne Track & Field panowie weszli także na ścieżkę gier sportowych. O ile w przypadku sportów olimpijskich udało im się stworzyć dzieło ciekawe, ładne i różnorodne, tak ich piłka nie do końca przekonuje. Pewnym przełomem z pewnością są więksi zawodnicy. Nie biegamy już zbitką pikseli, u których możemy podziwiać czubki głów (wyjątki są dwa i już je przedstawiłam). Warto byłoby jednak postarać się stworzyć im twarze, nawet gdyby miały być identyczne. Na plus należy zaliczyć animacje strzałów i wślizgów – te naprawdę wyglądają dobrze. Co więcej, po strzeleniu gola czeka nas efektowna powtórka (często chyba dopieszczona względem samego strzału) i widok cieszącej się drużyny. Możemy wybrać także Polaków. Sterowanie też daje radę, za to nasi herosi sprawiają raczej wrażenie truchtających niż biegnących. Same spotkania wydają się przez to wolne. Wadą jest również to, że nie widać w trakcie gry wyniku spotkania.

Warto czasem wrócić do starych piłkarskich tytułów. Wiele z nich, mimo upływu lat, nadal potrafi bawić i zająć nas na kilka godzin. O ile w singla mało komu już będzie się chciało grać, o tyle tryb multiplayer wciąż potrafi przysporzyć masy emocji. O chyba najbardziej w Polsce znanej grze piłkarskiej na NES-a, Goal 3, szykujemy odrębny tekst!

Izabela „Prezesowa” Durma

Dodaj komentarz